Pogoda nadal pod psem, na ogrodzie grząsko. Dzień w dzień praktycznie leje. Wczoraj pojechałem do rodziców, dostałem od taty, taki krzew do zasadzenia, który się wije. Zapomniałem oczywiście nazwy, ale ma takie piękne dzbanowate kwiaty na końcach pędów. Zasadziłem go dziś przy ogrodzeniu. Potem poszedłem robić dalej na strych. Powoli zaczyna mi się rodzić w głowie zagospodarowanie całego strychu. Powoli, myślę, że w ciągu kilku lat jestem w stanie sam ocieplić cały strych. Zabudować go całego regipsami i zrobić piękne jedno wielki e pomieszczenie z kominkiem pośrodku. Mam nadzieję, że te szafo-wnęki w tym roku uda mi się skończyć. No chyba, że mróz przyjdzie z dnia na dzień jeszcze we wrześniu. Niby mam jeszcze dużo pracy na ogrodzie, ale po pierwsze ciągle leje, a po drugie coraz szybciej robi się ciemno. Na strychu chociaż mam oświetlenie. Dziś pracowałem tam od 17:00 do 20:00 wystarczy dwie - trzy godziny dziennie. Byle ręce nie przymarzały do profili aluminiowych. W między czasie jak sobie siedziałem na strychy przyjechali złomiarze. Już dawno czatowałem na nich. Od czasu do czasu jeżdżą. Wreszcie oddałem cały stos złomu zgromadzonego u Szarika i starą lodówkę ze strychu.
Powoli kończę Moby Dicka. Na szczęście, bo już nie mogę słuchać o tych wielorybach, Achabie i Pekodzie. Jakby jeszcze te wiadomości o wielorybach nie były domysłami ówczesnych badaczy... W domu natomiast czytam najnowszą książkę z serii Endera. Jak zawsze świetne pisarstwo.
Powoli kończę Moby Dicka. Na szczęście, bo już nie mogę słuchać o tych wielorybach, Achabie i Pekodzie. Jakby jeszcze te wiadomości o wielorybach nie były domysłami ówczesnych badaczy... W domu natomiast czytam najnowszą książkę z serii Endera. Jak zawsze świetne pisarstwo.
Komentarze