Szpital znowu?

Minął tydzień, a wszystko wskazuje na to, że Mama znowu pojedzie na sygnale. Od niedzieli źle się czuje. Tym razem, to problemy żołądkowe. Niby coś zjadła, ale to stanowczo za długo. Dziś wezwaliśmy lekarkę, zaleciła wezwanie pogotowia. Przyjechało pogotowie. Mama dostała zastrzyk rozkurczowy i pogotowie sobie pojechało. Lekarz jednak powiedział, że jak za dwie-trzy godziny nie przejdzie trzeba wezwać pogotowie. Zrobili też EKG, wyszło w zasadzie w normie. Z drugiej strony pamiętam jak mam miała udar. Był poprzedzony mdłościami. Teraz też są, co prawda nie takie jak wtedy. Mój Tata zawał miał poprzedzony podobnymi dolegliwościami jak Mama tyle, że o wiele bardziej intensywnymi. Owszem Mama jest strasznie niecierpliwa i absorbująca swoimi dolegliwościami. Nie da się tak funkcjonować. Trzeba coś zrobić. Nigdy nie wiadomo czy to na pokaz, czy faktycznie tak z Mamą źle i to jest największy w tym wszystkim problem. Jak tylko pojawię się na dole Mama zaczyna istne jęki i stękania. Jak tylko wejdę do kotłowni niby, że coś chce sprawdzić i stanę przy drzwiach słuchając, Mama cichnie. Wchodzę do pokoju zaczyna. Ale nikt nie zaryzykuje. Taka już Mama jest, to po prostu podświadome działanie mające na celu zapewnienie sobie naszej opieki. Jak teraz wezwiemy pogotowie, na pewno zabiorą ją do szpitala. Żaden lekarz nie zaryzykuje przy takiej historii leczenia i takim wieku. My też nie. Obawiam się zresztą, że bez pobytu w szpitalu Mamie nie przejdzie. Ile bym dał aby się dowiedzieć ile w tym udziału psychiki, a ile ciała. Choć z wiekiem zapewne ciało przeważa. Ale po 10 latach nawet najtwardsi tracą już cierpliwość i siły. Nie wiem czy jest ktoś jeszcze na świecie kto byłby przez dziesięć lat tyle razy w szpitalu i nadal żył. Wszystko ok na pewno jest chora, ale swoją biernością i obojętnością na swój los druzgocze życie innych.

Komentarze