Powoli się zbieramy. Basia jeszcze nie poszła do pracy. Jutro też jest na wolnym. Zaczynam zauważać ile zmian muszę zrobić w domu z tego powodu, że nie będzie już nikogo na dole. Przeprogramować ogrzewanie. Ocieplić rury które idą na dole, nie będzie się tam już grzało i były by straty na tych rurach. W ogóle programator z dołu trzeba przenieść na górę. Teraz będzie mógł kontrolować temperaturę mimo grzania w kominku. Zakręcić gaz na dole. Tak na wszelki wypadek. Wody nie, bo potrzeba choćby dla psa. Chyba będę musiał zamykać garaż na klucz i zamykać bramę wjazdową nie mówiąc już o zamku do bramki. Przedtem wszystko to było zbędne, bo zawsze ktoś był w domu. Co prawda sąsiedzi są dosłownie dwadzieścia metrów za ogrodzeniem. Ale mimo wszystko. Ja zabrałem się dziś znowu za pracę na strychu. Strasznie dużo pracy przy wykończeniach. Na zewnątrz niestety nic na razie nie da się zrobić. Co drugi dzień pada jest po prostu grząsko. W tym roku chyba się to nie zmieni. Zresztą coraz wcześniej robi się ciemno. W niedzielę przyjechali do nas znajomi z nad morza. Nie chcieliśmy odwoływać wizyty, bo Basia potrzebowała towarzystwa. Jechali przez Kraków do Kościeliska i wstąpili do nas.
Komentarze