Odkąd przyjechaliśmy z wczasów nieustannie leje. Nie ma kiedy skosić trawy. Na szczęście między wyjazdami to zrobiłem. Przynajmniej na podwórku. Wczoraj na chwilę przestało lać. Udało mi się po pracy skosić przed domem. Dziś z samego rana zabrałem się za koszenie u Szarika. Niestety po nocy gdzie było 5 stopni ciepła trawa była tak mokra, że nie dało się kosić. Kosiarka cały czas się zapychała wilgotną trawą. Zresztą trawa jest gęsta i soczysta jak na wiosnę. Dałem sobie po chwili spokój. Odkurzyłem dom. Wywiozłem plastikowe i szklane butelki na recycling. Przyciąłem gałęzie u gruszy i umyłem samochód. O 14:00 ponownie zabrałem się za koszenie. Trawa trochę przeschła. Ostatnią godzinę koszenia spędziłem już w deszczu, a jakże. Przecież jeden dzień bez deszczu, to stanowczo za dużo. Na szczęście nie lało, a tylko padało. Wróciłem i tak cały mokry. Basia poszła na imprezę do koleżanki. Takie "babskie" ognisko. Ale już zdążyła wrócić. Trudno robić ognisko na deszczu. Ja zapaliłem w kominku i zajadam się ciastem. Basia robi niesamowite ciasta. Te akurat są takie zwykle, ale mi smakują. Jeden to placek ze śliwkami, a drugi to placek z malinami. Ten ostatni to istne niebo w gębie. Taki prosty, a zjadłem już chyb pół brytfanki. Oglądałem dziś też winogrona. Jest ich taka masa, żę nie wiem co z nimi zrobić. Na razie jeszcze niedojrzałe. Może znowu zrobimy wino. Ubiegłoroczne jeszcze pyka.
Komentarze