Od niedzieli pogoda, nie leje. No to ja do roboty po pracy na ogród. Dokończyłem obrzeże z kostki, a dziś zacząłem nawet układać płyty wapienne pod kominkiem. Ułożyłem cały metr kwadratowy. Ułożyłbym więcej, ale wpierw musiałem zwieźć trochę płyt ze składu. Sprzątnąć miejsce, bo naleciało liści i masę orzechów laskowych. To miejsce jest pod leszczynami, a w tym roku obrodziły orzechy strasznie. Basia kiedyś uzbierała cały wór takich dorodnych. Jutro i kolejne dni będę dalej kładł płyty. Co prawda rezygnując z obiadu po pracy mam tylko dwie godziny na to. Ale zawsze coś. Mniej więcej 18:45 trzeba zacząć się zwijać. O 19:00 już jest na tyle szaro, że jedynie można po sobie posprzątać i umyć narzędzia.
W niedziele, tak w ogóle wybrałem się do rodziców rowerem. Wreszcie chyba znalazłem optymalną trasę. Co prawda wiedzie przez rondo "Mateczny" To do którego dochodzi "Zakopianka" Ale dosłownie 100 m za rondem można już spokojnie jechać niby ścieżką rowerową, a potem to już w ogóle nad Wisłą. Trasa liczy sobie nieco ponad 37 km w jedną stronę. Do rodziców jechałem praktycznie taką drogą jak samochodem przez miasto. Dopiero "od" zaplanowałem taką optymalną i o małym natężeniu ruchu. U rodziców pogrillowaliśmy. Wyjechałem z domu o 11:00 a od rodziców o 16:00. Bezpiecznie zawsze muszę założyć 3 godziny na dojazd. To prawie 40 km Minimum to 2 godziny. Ale wtedy jadę jak na wyścigi i ta ogromna góra z Wieliczki. Chyba lepiej zamiast asfaltu byłoby jakby położyli tam po prostu drabinę. I co kawałek szkody górnicze. Nigdy człowiek nie jest pewien, czy któregoś dnia nie wpadnie nagle do kopalni. Na ten wyjazd wreszcie wypróbowałem nowe gatki rowerowe z pieluchą. Zdecydowałem się po latach jeżdżenia na takie gatki, bo po Ukrainie myślałem, że mi tyłek odpadnie. Ale z drugiej strony jak widziałem tych kolaży z tym gąbkami na tyłkach. Zawsze wydawało mi się to strasznie niewygodne. Ale przejechałem tam i z powrotem. Okazuje się, że nie jest tak źle. No i po przejechaniu 80 prawie kilometrów. Jakby nigdy nic. Siedzieć można.
W niedziele, tak w ogóle wybrałem się do rodziców rowerem. Wreszcie chyba znalazłem optymalną trasę. Co prawda wiedzie przez rondo "Mateczny" To do którego dochodzi "Zakopianka" Ale dosłownie 100 m za rondem można już spokojnie jechać niby ścieżką rowerową, a potem to już w ogóle nad Wisłą. Trasa liczy sobie nieco ponad 37 km w jedną stronę. Do rodziców jechałem praktycznie taką drogą jak samochodem przez miasto. Dopiero "od" zaplanowałem taką optymalną i o małym natężeniu ruchu. U rodziców pogrillowaliśmy. Wyjechałem z domu o 11:00 a od rodziców o 16:00. Bezpiecznie zawsze muszę założyć 3 godziny na dojazd. To prawie 40 km Minimum to 2 godziny. Ale wtedy jadę jak na wyścigi i ta ogromna góra z Wieliczki. Chyba lepiej zamiast asfaltu byłoby jakby położyli tam po prostu drabinę. I co kawałek szkody górnicze. Nigdy człowiek nie jest pewien, czy któregoś dnia nie wpadnie nagle do kopalni. Na ten wyjazd wreszcie wypróbowałem nowe gatki rowerowe z pieluchą. Zdecydowałem się po latach jeżdżenia na takie gatki, bo po Ukrainie myślałem, że mi tyłek odpadnie. Ale z drugiej strony jak widziałem tych kolaży z tym gąbkami na tyłkach. Zawsze wydawało mi się to strasznie niewygodne. Ale przejechałem tam i z powrotem. Okazuje się, że nie jest tak źle. No i po przejechaniu 80 prawie kilometrów. Jakby nigdy nic. Siedzieć można.
Komentarze