Tak jak przypuszczaliśmy. Jak to Basia się wyraziła, "Mama już w skowronkach" Nic nie musi robić, nawet nie chce jej się jeździć w szpitalu do WC na wózku. Wszystko podadzą na miejsce i ewentualnie odwiozą. W domu zmuszamy Mamę do jakiejkolwiek aktywności. Basia gotuje jej, ale musi sobie sama odgrzać i zmyć po sobie naczynia. Musi się sama umyć, kąpie ją Basia. Zawsze jest obawa po pobycie w szpitalu, że któregoś razu Mama się przyzwyczai i stwierdzi, że nie może czegoś robić. Mamie nic już nie jest w tej chwili, a przynajmniej tak wygląda. Za każdym razem słyszymy dokładnie to samo z ust lekarzy. Wszystko wskazuje na to, że będzie wracała w piątek. Jedziemy w Pieniny, to jest niecałe 100 km. Zawsze możemy wrócić dosłownie w kilka godzin do domu. Pewnie będziemy musieli skrócić pobyt jeśli się okaże, że trzeba ją przywieźć we czwartek lub piątek. Choć ostatnio tak nas zwodzili od czwartku, a w efekcie Mamę odebraliśmy dopiero w niedzielę. Zresztą pierwszy raz tak się zdarzyło, że w niedzielę.
Przygotowałem sobie trochę skrzynek do odnalezienia w tych Pieninach, może przy okazji się uda. To się zabawimy. Pogodę zapowiadają dobrą, mam nadzieję, że się utrzyma.
Przygotowałem sobie trochę skrzynek do odnalezienia w tych Pieninach, może przy okazji się uda. To się zabawimy. Pogodę zapowiadają dobrą, mam nadzieję, że się utrzyma.
Komentarze