Nie wytrzymałem, we czwartek była w miarę słoneczna pogoda, choć dwukrotnie padał deszcz. A wieje strasznie. Pod wieczór jednak, mimo przeciwności pogody poprosiłem Jurka o pożyczenie roweru. Zdecydował się jechał ze mną. Kupiłem wcześniej mapę "Mierzeja Helska" Zobaczyłem tam niedaleko Jastrzębiej Góry rezerwat przyrody Bielawa. Pojechaliśmy. Po drodze złapał nas niewielki deszcz. Wróciliśmy jeszcze przez inny kawałek lasu do Chłapowa i do Władysławowa. Zrobiłem kilka zdjęć, między innymi Jurkowi.

Dziś już jesteśmy w domu, a po drodze, wracając dowiedzieliśmy się telefonicznie, że Mama Basi w nocy trafiła do szpitala. To jest jakieś fatum. Zaczęło się od Bożego narodzenia, poprzez święta Wielkanocne i wolne dni Majowe. Wtedy też odbieraliśmy Mamę w dzień wyjazdu w Góry Stołowe. Teraz w poniedziałek mamy jechać w Pieniny. Na razie nie odwołuje. Do cholery, Mama ma jeszcze dwoje dzieci. Co prawda takich które nie potrafią nawet łapki na myszy założyć. Domyślam się, że jak pojedziemy w te Pieniny, to zapewne będziemy Mamę odbierali w następny piątek/sobotę, czyli w dzień w którym będziemy mieli wracać. A Mama jak zwykle, kończy się lato, pogoda szaleje, no to źle się poczuła i trafiła do szpitala. Teraz już jest wszystko OK, no ale szpital musi zarobić na chorym, do tego odpowiedni wiek więc przetrzymają ją tydzień absolutnie nic nie robiąc. Znowu po powrocie trzeba będzie przez tydzień regulować cukier. Zawsze w szpitalu rozregulowują, a Mama ma to w nosie. Nie interesuje się własnym zdrowiem. Jest bierna jak kawał drzewa na Wiśle po powodzi. Byle miała co oglądać w TV i czytać.
Zaraz idę odkurzać, a potem kosić. Basia włączyła pranie i jedzie do szpitala do Mamy.

Dziś już jesteśmy w domu, a po drodze, wracając dowiedzieliśmy się telefonicznie, że Mama Basi w nocy trafiła do szpitala. To jest jakieś fatum. Zaczęło się od Bożego narodzenia, poprzez święta Wielkanocne i wolne dni Majowe. Wtedy też odbieraliśmy Mamę w dzień wyjazdu w Góry Stołowe. Teraz w poniedziałek mamy jechać w Pieniny. Na razie nie odwołuje. Do cholery, Mama ma jeszcze dwoje dzieci. Co prawda takich które nie potrafią nawet łapki na myszy założyć. Domyślam się, że jak pojedziemy w te Pieniny, to zapewne będziemy Mamę odbierali w następny piątek/sobotę, czyli w dzień w którym będziemy mieli wracać. A Mama jak zwykle, kończy się lato, pogoda szaleje, no to źle się poczuła i trafiła do szpitala. Teraz już jest wszystko OK, no ale szpital musi zarobić na chorym, do tego odpowiedni wiek więc przetrzymają ją tydzień absolutnie nic nie robiąc. Znowu po powrocie trzeba będzie przez tydzień regulować cukier. Zawsze w szpitalu rozregulowują, a Mama ma to w nosie. Nie interesuje się własnym zdrowiem. Jest bierna jak kawał drzewa na Wiśle po powodzi. Byle miała co oglądać w TV i czytać.
Zaraz idę odkurzać, a potem kosić. Basia włączyła pranie i jedzie do szpitala do Mamy.
Komentarze