Powroty są trudne

Jesteśmy w domu prosto z Pienin. Co prawda rezerwację miałem do 28, ale musieliśmy wrócić dzień wcześniej, bo mieliśmy dziś odebrać Mamę ze szpitala. Jednakże jak stawiałem o 15:00 okazało się, że Mama wyjdzie jutro. Ja i tak jestem prawie pewien, że jutro dowiemy się, że w niedzielę. I tak zejdzie mi ostatnie trzy dni mojego bezcennego urlopu. Na jeżdżenie tam i z powrotem do Krakowa i oczekiwanie. A najpewniej Mama wyjdzie w poniedziałek o 13:00 Po trzech tygodniach urlopu będę musiał się pierwszego dnia zwolnić z pracy. No bo przecież tylko ja mam samochód i mózg w całej rodzinie. No może jeszcze Basia, też będzie musiała się zwolnić oczywiście, no bo przecież wszyscy inni mają taką pracę, że by ich zwolniono. My mamy cudowne prace i wspaniałych szefów. Mówiłem już, że mnie to wkurza? Ale nic to, na szczęście dziś pogoda pod psem więc nie ma czego żałować.

W domu czekała na mnie przesyłka. Zaprenumerowana Wiedza i Życie. Prenumeruje ją od ponad 20 lat. Przysłano mi też moją pierwszą bankomatową-mikroprocesorową kartę z Mbanku. A co do przesyłek, dostałem dziś maila na facebooku. Pewna nieznajoma/znajoma chce mi coś wysłać ślimaczą pocztą, znaczy taką zwykłą. Trochę się boje, mam kilka pomysłów co to, ale się nie podzielę nimi, aby nie wyjść na głupka. W zasadzie mój adres nie jest żadną tajemnicą. Na wszystkich mapkach widać skąd wyjeżdżam rowerem. Póki co, na razie nie sparzyłem się na internecie. Póki co... Przy okazji zastanawiam się jakie są granice prywatności w dzisiejszym świecie i czy w ogóle mają sens dla osób niepublicznych, a do takich się zaliczam. Zresztą, jak oddzielić znajomych od nieznajomych. Nikomu, kogo znam z pracy nie obawiałbym się ujawnić adresu czy nawet zaprosić do domu, a komuś, kogo znam z netu? Pojechałem w Pieniny, do ciotki gościa z pracy którego znałem od tygodnia.

Fotki z Pienin są już na picasa, na razie nie mam czasu na napisanie relacji, ale niebawem to zrobię. Na dziś naszło mnie porównanie wczasów nad morzem i w górach. Otóż: Wynajem pokoju nad morzem za 2-osobowy pokój z łazienką, gdzie mieści się szafa, stolik i dwa łóżka, to kwota 130 zł w czasie i miejscu w którym ja byłem. Oczywiście byłem u znajomych i w zasadzie mogłem być za darmo. Ale tyle kosztuje. W górach jest to między 40, a 50 zł za pokój 2 osoby z łazienką. Przynajmniej w Pieninach, nie mówię o stolicy Tatr. Ja byłem za 17,5 od osoby. Mieliśmy cały dom z przedpokojem, kuchnią, dwoma łazienkami i dwoma pokojami, o rozmiarach piętra w domu nad morzem. Oczywiście korzystaliśmy tylko z jednego pokoju i jednej łazienki. Owszem nie było tak nowocześnie jak nad morzem. Dom drewniany, stary. Ale przynajmniej pod prysznicem mogłem się schylić i umyć sobie nogi nie wypychając ścianki prysznica tyłkiem. Nad morzem przeciętny obiad po którym ma się 50% szans na zatrucie kosztuje 50 zł dla dwóch osób. Jest zresztą podły w smaku. W Pieninach za niecałe 30 zł podjedliśmy sobie ze smakiem. Nad morzem gwar, ścisk i wrzask niewychowanych bachorów. W górach ptaszki ćwierkają, szumi potok. Nad morzem plaża i co najwyżej dyskoteka na którą w moim wieku trochę głupio iść, a w wieku o połowę mniejszym można dostać w przysłowiowy "ryj" Zresztą wszędzie peciarze i pijane gnojki. W górach kulturalni ludzie, mijając się na szlaku mówią sobie cześć, ahoj. Nieograniczony teren do chodzenia, biegania, pływania i jeżdżenia na rowerze. Wszędzie czysto i pachnąco. Chodniki pozamiatane, ogródki schludne. Nad morzem zaplute i zaśmiecone chodniki resztkami jedzenia. No to po jaką cholerę tam Basia ciągnie... Nad morzem po plaży można jedynie się napchać i leżeć przed TV. W Pieninach wychodziliśmy o 10:00 rano wracaliśmy o 20:00 pełni wrażeń. Nad morzem zrobiłem 10 zdjęć typu kamienie zielone, kamienie żółte. W Pieninach 150! Mówię o zdjęciach obrobionych. Ogólnie zrobiłem około 2 tysięcy zdjęć.

Komentarze

recoleta pisze…
Ja w pewnym sensie podziwiam ludzi, którzy wszystko o sobie, swoim życiu, rodzinie itp. informacje pozostawiają w internecie. Kiedyś mi to też specjalnie nie przeszkadzało. Ale adresu bym nie podała. Mało tego, dbam o to, aby moje nazwisko też się nigdzie nie pojawiało. Oczywiście, to trochę trudne w przypadku mojego zawodu, ale przynajmniej nikt mnie nie może za bardzo skojarzyć. Postanowiłam sobie, że nigdy nie założę konta na facebooku, profil na NK mam całkowicie zablokowany dla obcych, a na znajomych przyjmuję wyłącznie prawdziwych znajomych, żadnych typu "wielbiciele stokrotek" czy "mieszkańcy Koziej Wólki. Od pewnego czasu szalenie ciąży mi to typowe dla naszych czasów odarcie z prywatności. I mimo iż rozumiem konieczność pewnych wymagań pracodawcy, to irytuje mnie identyfikator z nazwiskiem. Zastanawiam się też, jak zareagować, bo ostatnio mówi się u nas o wprowadzeniu czytnika czasu pracy na linie papilarne. To absolutnie się kłóci z moim światopoglądem, czułabym się osaczona, jakby ktoś obcy wlazł bez pytania do mojej chaty.
Nomad pisze…
Najciekawsze jest to, że mimo pięcioletniej bytności tego bloga nikt ze znajomych i nikt z rodziny nie wie o jego istnieniu :)
marko pisze…
Przyznam że masz niezły staż, w mojej rodzinie trochę podobnie z tym zainteresowaniem poza powiedzenie o nocnym ...., ostatnio pokusiłem się na konto w facebooku, niewiele zawarłem poza imieniem i nazwiskiem, tutaj też nie spodziewał bym się zbytnich niespodzianek, zresztą w tym obszarze dość dawno pobiliśmy Kowalskich!