Komu w drogę, temu rower...

Jestem już prawie spakowany. Tym razem mój plecak wraz z wsadem nie przekracza 7 kg w tym jest muszynianka 1.5l druga taka wraz z namiotem jest na bagażniku. Odebrałem też rower z przeglądu. Powymieniali prawie wszystkie linki od hamulców i przerzutek. Zapomniałem tylko dokupić lampki przedniej. Ale to nic przymocuje ją plastrem. Martwi mnie kilka rzeczy. Mianowicie: zabieram tylko dwa snickersy, dwie konserwy i dwie paczki uszek, takich do gotowania. To jest cała moja żywność. To tylko awaryjnie, jakby się okazało, że nie będę w stanie tam nic kupić. Najwyżej zapoluje :) Zresztą to tylko 5 noclegów na Ukrainie. Druga sprawa, to deszcz zapowiadany na sobotę i w tym kontekście moje ubranie. W zasadzie ubranie do spania. Nie chcę zabierać bielizny termoaktywnej, tylko ewentualnie będę spał w tym stroju rowerowym wiosenno-jesiennym berkner. Problem tylko w tym, że jak zmoknę. To nie da się w tym spać. Śpiwór jest na 10 stopni. W tamtym roku zmarzłem na połoninie równej. No ale rano był szron w lipcu! Postanowiłem jechać praktycznie bez planu, na przełaj niemalże w kierunku Gorganów. We wtorek rano bezwzględnie muszę zacząć wracać. Muszę być we czwartek w nocy najpóźniej. Najlepiej byłoby być po południu. Noclegi w Roztokach Górnych wraz z zostawieniem samochodu już sobie załatwiłem. Tym razem jadę sam i nie mam żadnego parcia aby zrealizować jakiś plan, czy coś sobie udowodnić. Jadę sobie po prostu pojeździć. Jak mi się nie będzie chciało jechać dalej już w sobotę to zawrócę, choć potem pewnie będę żałował. Zabieram aparat z myślą o tysiącu zdjęć. No chyba, że obiektyw zaparuje od wilgoci jak w tamtym roku. Pod koniec już przestał ostrzyć tak zawilgł. Musiałem ręcznie ustawiać ostrość.

A tak z przyziemnych spraw, uświadamia mi to jak rodzina jest ogromnie ode mnie zależna. Konrad jedzie dopiero 18-tego w Czechy się wspinać. Musiałem wszystko pozałatwiać. Kupić korony, wypłacić pieniądze, a nawet jechać dziś po zakupy aby miał na wyjazd wszystkie potrzebne rzeczy. Głównie żywność. Też jedzie pod namiot. Musiałem Basi wypłacić pieniądze na ten tydzień i też zrobić zapasy do lodówki. Pomijam już to, że musiałem pokosić wszystko na te trzy tygodnie niebytności. Konrad ma tylko skosić podwórko przed wyjazdem. Spakowałem się na rower jak i na wyjazd nad morze gdzie jedziemy od razu po Ukrainie. Muszę zostawić nawet numery i hasła do banku i innych takich na wszelki wypadek. Basia nawet nie wie w jakim banku mamy konto!. Zlecić przyszłe przelewy. Poustawiać nagrywanie na trzy tygodnie. Ba, przestawić Basi budzik do pracy. Ona idzie na urlop dopiero za tydzień. Jejku jak się kiedyś zdarzy że nie wrócę z Ukrainy... Dziś musiałem też Konradowi zawieźć rower do serwisu, bo urwał linkę od przerzutki. Sam poniekąd jestem sobie winien, że tak uzależniłem ich od siebie. No i tydzień będę bez internetu...

Komentarze

marko pisze…
Milego pobytu, przynajmniej zresetujesz sie od obowiazkow, pracy itp.