Tej soboty nie można uznać za straconą jak poprzedniego dnia w którym tylko leniuchowałem. Dziś od rana już czułem się doskonale. Zawiozłem Konrada o ósmej rano na peron. Pojechał na wspinanie do Podlesic. A ja sam zabrałem się za robienie obrzeży. DO godziny 17:00 otoczyłem cały taras i zacząłem robić najdłuższe obrzeże, to z czereśnią i wszystkimi iglakami. Wiedzie prawie wzdłuż całego ogrodzenia sąsiada.
Tam będą dwa skalniaki które trzeba będzie obudować skałkami. Zapewne długo to zajmie. Potem około 17:00 wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Pojechaliśmy przez Kobylańską a wróciliśmy przez Będkowską. Po raz drugi w moim życiu rzeka w Dolinie Kobylańskiej zmieniła swój bieg. Teraz na samym początku doliny płynie sobie po prostu ścieżką. Tak samo na końcu doliny w ścieżce są ogromne wyrwy. Płynie nimi rzeka z licznymi kaskadami. W paru miejscach są takie wyrwy, że można wpaść po pas do wody. Zresztą cała ścieżka w dolinie strasznie zarośnięta. Bardzo trudno przejechać rowerem. W kilku miejscach nie da się przejechać, trzeba przenosić rower i przeskakiwać strumień. Potem zjeżdżając do Doliny Będkowskiej zgubiłem okulary. Na samym dole zorientowałem się, że ich nie mam.
Wróciłem się w górę i dopiero zjeżdżając ponownie i bacznie się rozglądając udało mi się je wypatrzeć wśród gałęzi na poboczu ścieżki. Cała wycieczka to niecałe 20 km. Taki wieczorny spacerek rowerowy. Potem jeszcze samym wieczorem umyłem samochód i poszedłem się objeść agrestu i porzeczek. Już zaczynają się na ogrodzie.
Tam będą dwa skalniaki które trzeba będzie obudować skałkami. Zapewne długo to zajmie. Potem około 17:00 wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Pojechaliśmy przez Kobylańską a wróciliśmy przez Będkowską. Po raz drugi w moim życiu rzeka w Dolinie Kobylańskiej zmieniła swój bieg. Teraz na samym początku doliny płynie sobie po prostu ścieżką. Tak samo na końcu doliny w ścieżce są ogromne wyrwy. Płynie nimi rzeka z licznymi kaskadami. W paru miejscach są takie wyrwy, że można wpaść po pas do wody. Zresztą cała ścieżka w dolinie strasznie zarośnięta. Bardzo trudno przejechać rowerem. W kilku miejscach nie da się przejechać, trzeba przenosić rower i przeskakiwać strumień. Potem zjeżdżając do Doliny Będkowskiej zgubiłem okulary. Na samym dole zorientowałem się, że ich nie mam.
Wróciłem się w górę i dopiero zjeżdżając ponownie i bacznie się rozglądając udało mi się je wypatrzeć wśród gałęzi na poboczu ścieżki. Cała wycieczka to niecałe 20 km. Taki wieczorny spacerek rowerowy. Potem jeszcze samym wieczorem umyłem samochód i poszedłem się objeść agrestu i porzeczek. Już zaczynają się na ogrodzie.


Komentarze