Stracona niedziela

Dziś piknik Comarchowy i piknik lotniczy. Na Comarchowy zapisałem nawet dwoje dzieci choć jest tylko Konrad. Ale pomyślałem, że weźmie Małą Mi. Niestety dziś wyjechała na wakacje. Konrad rano pojechał w skały się wspinać. Miał wrócić o 14:00 Zadzwonił, że będzie po 14:00 o 14:30 nadal go nie było. Czekaliśmy tylko dla tego, że Basia stwierdziła, że nie będzie dla niego gotowała obiadu, tylko zjemy grilla na pikniku. Jakby nie on pojechalibyśmy zaraz po 12:00 W końcu nie doczekawszy się go pojechaliśmy sami. Na pikniku było grillowo i sportowo. Moc atrakcji dla dzieci starszych i młodszych. Dla dorosłych też. Była nawet tyrolka i ścianka wspinaczkowa. Skakanie na linach, wchodzenie na pal. Walki w takich baniastych ubraniach - sumo i bieganie w potrójnych spodniach.


Bieg o puchar prezesa, no i oczywiście mundial - rzygam. Był konferansier, tylko jakoś nam brakowało ochoty do zabawy. Trochę posnuliśmy się, coś zjedli, pogadali i w końcu poszliśmy. Zupełnie straciłem ochotę na piknik lotniczy, choć zabrałem z sobą teleobiektyw. Wróciliśmy do domu. Jakoś strasznie jestem ostatnio zmęczony, a odpoczynku nie widać. Może w tą sobotę-niedzielę wybiorę się jednak na ten rower i odpocznę, naładuje akumulatory. A może to po prostu taka pogoda, tak nastawia. Obiecywaliśmy sobie pojechać na spacerek rowerem teraz wieczorem, ale chyba nic z tego nie wyjdzie. Jakoś ani z jednej, ani z drugiej strony brak ochoty.

Komentarze

marko pisze…
Piknik lotniczy Comarchowy podobny jak Goaszka, sporo tych imprez lotniczych w kraju szlyszalem o kolejnym gdzies na pomorzu, pogoda dzis dopisala zrobilem pierwszy wyjazd rowerem od przyjazdu z stolecznej pozdrawiam
Nomad pisze…
Dziś pogoda wyśmienita na rower. Nie za gorąco, a słonecznie.
recoleta pisze…
Nie cierpię masówek. Nie jestem w stanie ani bawić się, ani odpoczywać w atmosferze drących się dzieciaków, ryczących głośników z denną muzyką, w oparach dymów grillowych. Nigdy sama z własnej woli nie poszłabym na taką imprezę.