Ściana

Cały urlop przeznaczyłem na prace remontowe ogrodowo-strychowe i wcale tego nie żałuje. Jest to bardzo dobrze wykorzystany urlop. Owszem nie pojechałem na wyprawę pod Jezioro Żywieckie na rowerze z namiotem jak planowałem. Ale i okoliczności nie sprzyjały temu. Obawiam się, że byłaby to wielce nieudana wycieczka. Trudno jeździć rowerem po tak obfitych ulewach ścieżkami leśnymi i po zalanych terenach.


Zresztą znaleźć okienko było bardzo trudno. Jedna wycieczka rowerowa skończyła się zresztą przemoczeniem do suchej nitki i pogorszeniem przeziębienia. Zresztą wczoraj wieczorem przykręciłem do roweru bagażnik. Zapiąłem na niego namiot, spakowałem plecak. Po czy Konrad oświadczył, że nie dość, że muszę go zawieźć rano na 9:00 do Krakowa bo jadą ze szkołą do Gardzienic o czy zupełnie zapomniałem, to jeszcze mam go dziś w nocy przywieźć. Tak mniej więcej około 2-3:00 w nocy. Chyba że uda się im tam przenocować. Nie muszę chyba wspominać, że oczywiście Basia w tym mnie nie zastąpi. Mimo tego, że ma prawo jazdy od dziesięciu lat. Na domiar złego dziś rano obudziłem się z bólem gardła. Muszę po prostu iść do pracy aby wyzdrowieć. Od godziny 10:00 rano ostro pracowałem tym razem na ogrodzie. Na strychu dziś dla odmiany ukrop. Jedynie dokręciłem dziś ostatnie dwie płyty. Jedna ściana 10 metrowa skończona. Oprócz tego odkurzyłem dom, umyłem samochód i cały dzień z przerwami na odpoczynek woziłem kamień. Zostało dosłownie przewieźć dwie taczki kamienia i plac czysty. Można będzie zamówić drewno kominkowe, a potem resztę kamienia na podłoże. Powoli może w tym roku skończę to miejsce przy kominkowe. Dziś też posiedzieliśmy sobie na tarasie z Basią na porannej kawie chyba z godzinę. To miejsce przykominkowe (tak je chyba będę teraz nazywał) To zanosi się na to, że taki sam strzał w dziesiątkę jak kiedyś taras.


Martwi mnie jedynie, że mam zaczęte w zasadzie cztery prace. Miejsce przykominkowe, obrzeża, klatka schodowa na strychu i zabudowa poddasza. Ale z drugiej strony dzięki temu mogłem optymalnie zamówić materiały i optymalnie wykorzystać czas. Jak Deszcz to strych, a jak pogoda ogród. Już to kiedyś ćwiczyliśmy. I wszystko skończyło się sukcesem. Te prace nie przeszkadzają więc mogą być realizowane nawet przez kilka lat w miarę środków i wolnego czasu.

A zapomniałem wspomnieć, że w dzień dziecka byliśmy Krakowie na lodach i kupiliśmy te kolczyki dla Basi. Jest zachwycona nimi. Bardzo jej się podobają, zresztą Konradowi też. Konradowi zrobiliśmy prezent w postaci góry czekolad. On bardzo lubi słodycze, a ostatnio zaczął narzekać, że kończą mu się te z oddawania krwi.

Jutro mam mocne postanowienie pojechać na rower do Wadowic. Może nawet trochę podjadę pod szlak jak będzie na to czas. Muszę zobaczyć jak to wygląda po deszczach.

Komentarze