Przyjechaliśmy w poniedziałek wieczorem. Muszę znaleźć czas na opisanie tego wszystkiego. Powoli obrabiam zdjęcia. Tam czasu nie było. Spędzaliśmy go dość towarzysko i intensywnie. Jeszcze zdążyłem przed zmrokiem zdziwić się jak przez te trzy dni zazieleniło się. Magnolie zdążyły w zasadzie przekwitnąć. Choć mam nadzieję, że jak wreszcie wyjdzie słońce, to kwiaty jeszcze będą. Zdążyłem się też załamać ile do koszenia mam. We wtorek z rana pojechaliśmy z Mamą na badania, Okazało się, że ma 30% wydolności serca i wreszcie doprosiliśmy się jednoznacznej odpowiedzi na nurtujące nas pytanie. Co robić gdy Mama się źle czuje? Otóż bezwzględnie natychmiast dzwonić. No to myślę, że czekają nas nocne rajdy za karetką. Na szczęście dla nas też okazało się, że kontrole rozrusznika mamy za pół roku, a następne co rok. Miałem już jeden taki rok, że co miesiąc musiałem brać jeden dzień urlopu, aby z nią pojechać na kontrole. Pracowałem wtedy jak Japończyk. Oni też rezygnują z połowy urlopu na rzecz firmy, ja na rzecz teściowej. Ale wracając do ogrodu. Jak wróciłem zabrałem się za plewienie. Około 18:00 skończyłem i wzorem sąsiada zacząłem kosić u Szarika. Potem zabrałem się jeszcze za sad. Skończyłem około 21:00 jak zaczęło robić się ciemno. Nie wiem, ale ja nie potrafię pracować w rękawiczkach, a w zasadzie nie zwracam uwagi. Niestety, taką mokrą trawą i z mleczami. Co rusz, kosiarka się zapychała. Ja oczywiście ręką wygrzebywałem trawę. Efekt. Szorowałem szczotką i pumeksem. Mam otarcia do krwi, a ręka nadal wygląda jak przypalona w ognisku. Dziś się zastanawiałem czy nie pójść do pracy w białych rękawiczkach. Jutro jadę do Wrocławia i mam rozmawiać z Agnieszką. Kobiety od razu widzą takie rzeczy. Dziś spróbuję z kwaskiem cytrynowym. Albo jutro będę trzymał rękę pod stołem i robił wszystko lewą. Na szczęście udało mi się doczyścić paznokcie, ale skóra, to się chyba zafarbowała na ciemno zielono-brązowy kolor. Wygląda jakbym miał taką mocno opaloną rękę, tylko jeszcze jest cała podrapana. Może wymyślę coś, że mi wciągnęło do kosiarki.
Komentarze