Rower czy kajak?

Dziś nie wytrzymałem. Pomimo stanu podgorączkowego. Pojechałem na rower. Pojechałem w stronę Wadowic aby sprawdzić ile mi zajmie dojazd, bo planuję po pracy w któryś piątek ruszyć i przed zmrokiem dojechać do Wadowic na pole namiotowe. Chciałem tez sprawdzić i przetestować przejazd przez Wisłę w Łaczanach. Dojechałem do Rybnej, do Łączan brakowało około 5 km. Ale oznaczało to skręcenie wprost w burze. Skręciłem więc w drugą stronę. Dalsza jazda nie miała sensu. Wszędzie dookoła zaczęło się chmurzyć. Zacząłem więc uciekać przed burzą. Niestety dopadła mnie z drugiej strony Rybnej. Na szczęście jak lunęło przejeżdżałem koło sklepu. Od razu skręciłem. Stanąłem pod daszkiem. Pechowo niestety piątka pijaczków spod drzewa też poszła pod ten sam daszek. Nie znoszę pijanych ludzi. A już najbardziej jak mnie zaczepiają. Niestety zaczęło walić piorunami, bo gotów byłem jechać dalej na ten deszcz. Zaczęła się taka straszna ulewa, wręcz oberwanie chmury. Wszystko trwało około pół godziny. Przestało padać i ruszyłem dalej. Oto efekt tej ulewy:


Potem kolejna ulewa dopadła mnie na podjeździe z Sanki. Tam niestety nie było gdzie się skryć.W największej ulewie zacząłem zjeżdżać w dół koło kamieniołomu do Frywałdu. Droga była taka:


W zasadzie bardziej na niej sprawdził by się kajak nie rower. Czegoś podobnego jeszcze nie widziałem. Całą drogą płynęła rzeka. Jadąc tą uliczną rzeką rozbryzgiwałem wodę tak, że czułem nawet powyżej kolan. Deszcz skończył się dopiero na 2 km przed domem. Przyjechałem tak mokry jakbym wpadł po szyję do rzeki. Nie trzeba naprawdę powodzi. Wystarczy ulewny deszcz i mieszkanie koło takiej drogi. Zresztą jeszcze w samej Rybnej jak tylko ruszyłem po deszczu. Wszędzie ludzie walczyli z wodą. Ruszyły pompy i łopaty aby zrobić miejsce wodzie walącej ze wszystkich okolicznych pagórków. Zresztą u nas na ogrodzie okazało się, że sąsiad wypuścił sobie wodę z rynny wprost pod ogrodzenie. Nasza działka jest o metr niżej niż jego. Miałem tam posadzone iglaki. Mają już około 3 metrów. Woda znalazła sobie ujście pod ogrodzeniem i zrobiła wyrwę w brzegu. Zrobiła się wielka kałuża na ogrodzie i jeden piękny iglak zjechał z brzegu na dół. Dziś jest na weselu, jak wróci, w poniedziałek muszę z nim pogadać. Zaproponuję mu, że kupię rury a on niech je wkopie i wyprowadzi sobie tą wodę na ulice. Tak jak ja to zrobiłem. Też mam sąsiada z drugiej strony metr niżej. Tak są te działki położone. Kiedyś były to pola uprawne


Trasa rowerowa 516120 - powered by Bikemap 

Komentarze