Kontuzja i Bracia Grimm

Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie K. Odwołał wyjazd. Chce przełożyć na środę, a ja i R. mamy wtedy szkolenie. Kontynuuje ścieżkę z zarządzania. Tym razem "Zarządzanie przez cele" Dziś miałem właśnie rozmowę z moim nowym szefem. Zastanawia mnie jedno. Jak ja rozmawiam z moimi pracownikami, to strasznie muszę wyduszać z nich jakąkolwiek rozmowę. Nie mogę tego przełamać. Zachowują się tak jakby chcieli tylko usłyszeć oceny i sobie pójść. Co robię źle? Nie wiem może ich zagaduję, nie dając szansy wypowiedzi. Ale zadaję mnóstwo pytań, podsuwam tematy. Ograniczają się tylko do zdawkowych odpowiedzi nie podtrzymując tematu. No przecież nie będziemy siedzieli i milczeli. Skoro ktoś nic nie mówi, to staram się jakoś podtrzymać rozmowę. Jak rozmawiałem natomiast z pozycji pracownika zawsze miałem strasznie dużo do powiedzenia. Zwykle nie starczało przepisowe pół godziny. Ja ma zawsze coś do powiedzenia. Wystarczy, że ktoś rzuci temat, a ja go już rozwijam. Dziś rozmowa zajęła mi półtorej godziny. Mojemu nowemu szefowi strasznie nie szło, był jakiś taki stremowany, a ja nie lubię patrzeć jak się ktoś męczy i staram się pomóc. Zresztą chciałem z nim pogadać o moim szefowaniu. On jest w podobnej sytuacji. Też sprawuje nadzór z Wrocławia nad osobami z Krakowa. Ja sobie dałem literkę "D" z zadania szefowania. Czyli do "D" O dziwo on nie miał w zasadzie żadnych zastrzeżeń i podniósł mi tą ocenę. Powiedziałem mu, że ta funkcja bardzo mi uwiera, ale nie ma na to rady. Wyjaśniliśmy sobie czego on dokładnie oczekuje ode mnie. W sumie to była bardzo budująca dla mnie rozmowa. Pozostało mi tylko porozmawiać z A. we Wrocławiu, a mam jej mnóstwo do powiedzenia, mam też nadzieję, że jako kobieta jest bardziej gadatliwa i nie będę jej za bardzo zagłuszał.

Po pracy zawieźliśmy Mamę do okulisty. Oczywiście prywatnie. Okulista jest na piętrze i nie ma windy. Ale jakoś przy asekuracji Basi udało mi się wciągnąć Mamę z wózkiem na górę. na szczęście schody są pokryte chropowatymi płytkami. Siedzieliśmy tam prawie godzinę. W tym czasie przeczytałem chyba z dziesięć bajek braci Grimm. Leżała taka wielka książka na stoliku, nudziłem się więc zabrałem się za czytanie. Najbardziej podobał mi się krawczyk co zabił siedem much jednym zamachem.

Od początku tygodnia dzień w dzień leje, może jutro lub w sobotę trochę przeschnie, muszę przecież skosić do reszty.

Minął miesiąc od oddania płytek i mogę oddać krew, a coś nie dzwonią. Albo pójdę w poniedziałek, albo jeszcze zaczekam tydzień. Przywiozłem sobie piwo z Czech i nie mogę się napić. 24 godziny musi być bez kropli alkoholu. Mogę jedynie jutro po pracy i w sobotę. W sobotę i niedzielę nigdy nie wzywają. A jak oddam krew czy płytki co najmniej przez dwa tygodnie mogę się nie pilnować.

Dziś na wieczornym bieganiu ledwo biegłem, coś mi się stało w nogę. Od przedwczorajszego koszenia coś mnie udo boli i dziś na biegu już nie mogłem. Muszę chyba przez kilka dni towarzyszyć Basi rowerem. Nie chcę aby robiła przerwę w bieganiu. Na rowerze pomalutku nie powinno być problemu z nogą. 6 czerwca jest bieg w Krakowie z rynku plantami. Trasa 5 i 8 km Basia chce pobiec! Rewelacja. Pobiegniemy razem. Ja tylko jako osoba towarzysząca. Będę miał taki sam czas jak Basia. Mam nadzieję, że da radę 5 km. W tej chwili co dzień biegamy 3 km Te 2 dodatkowe jakoś da radę, a jak nie toi dojdzie.

Tak wiem, już się powoli pisze relacja z wypadu majowego. Już wszystkie zdjęcia obrobione i trasy na mapkach. Pozostał tylko tekst.

Komentarze

Unknown pisze…
O zgrozo! Baśnie Braci Grimm to jest koszmar! Czytałam je daaawno temu, a włos jeżył mi się na głowie! Aż dotarłam do makabrycznej baśni o tym, jak ojciec zjadł syna w potrawce. Tu się poddałam. Od wtedy na hasło "potrawka" żołądek mi się wywraca do góry nagami i blednę. Potrawki nie tykałam dłuuugi czas po tej bajce, podobnie, jak baśni Braci Grimm. Omijam je szerokim łukiem. Oni je chyba tworzyli na haju jakimś i to niezbyt zdrowym, może po halucypkach jakiś. Są makabryczne!
Nomad pisze…
No tak, krwawe są te bajki. Odcięta gadająca głowa konia i wsadzenie kogoś do beczki nabijanej gwoźdźmi. Włóczenie tej beczki końmi. A potem dziwić się nieletnim przestępcom :) A tytuł taki niewinny: Gęśareczka.
recoleta pisze…
Baśnie Braci Grimm nie są dla dzieci. Ktoś kiedyś uznał, że to lektura dla dzieci, bo się nazywają "baśnie", ale to bardzo mylące. Uważam, że nie powinny w ogóle stać na półkach z książkami dla najmłodszych, a np. tam, gdzie stoją książki Allana Edgara Poe.