Znowu szpital

W zasadzie to moglibyśmy dzwonić po pogotowie raz w tygodniu. Co najmniej raz w tygodniu jest akcja, że Mama się źle czuje i ma duszności. Inna sprawa, że przez te dziesięć lat nauczyliśmy się, że Mama jest trochę jak małe dziecko. "Bo ten pan się na mnie brzydko patrzy i w płacz" Po prostu jest bardzo niecierpliwa i przesadnie reaguje na wszelkie dolegliwości. Pewnie to podświadoma obrona/zabezpieczenie przed tym żebyśmy czasami jej nie zostawili samej sobie. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że powoli nas tym zabija, a w szczególności Basię. Już parę dni wcześniej. Ja jeszcze nie spałem. Około 23:30 mam się tłukła w ścianę. Zszedłem na dół. Basia na szczęście się nie obudziła. Dałem Mamie nitroglicerynę, potem zszedłem jeszcze około 1:00 Spała jak niemowlę. Rano o piątej też. Dopiero wtedy Basi powiedziałem. Na kolejny dzień to samo z wieczora. Niestety rano - wczoraj. Jeszcze gorzej. To jest jak balansowanie na skraju przepaści. Zaryzykować i pojechać do pracy, pewnie jej przejdzie. Zwykle przechodzi już jak karetka przyjeżdża. A jak pojedziemy do pracy i jej nie przejdzie. Mama nie potrafi używać telefonu, zresztą nic nie potrafi. Szczerze powiedziawszy zawróciliśmy z pod głównej drogi. Wezwaliśmy pogotowie i Mama pojechała do szpitala. Od Grudnia mniej więcej jest 1.2 raza na miesiąc w szpitalu. Wolne majowe przepadło. Chyba nawet zrezygnuje z urlopu. Nigdzie nie pojadę. Mama pewnie wyjdzie we czwartek lub piątek. Zwykle tak jest, że jedzie na parę dni. Poleży, poogląda telewizję, poczyta gazety i wypuszczają do domu z nowym zestawem lekarstw. No bo przecież teraz inny lekarz. Sponsorowany przez inną firmę farmaceutyczną. Poprzednie lekarstwa do kosza. A nowe za jakieś dwie/trzy stówy trzeba kupić. A my głupi myśleliśmy, że rozrusznik zdziała cuda.

A co do mojego wyjazdu majowego na rowerze z namiotem nad jezioro Żywieckie. To ja nie wiem jak to sobie myślałem. Przecież Konrad jedzie pod Paryż się wspinać z namiotem. Owszem mógłbym pojechać z samym śpiworem. Ale jak deszcz mnie złapie w nocy. Całą noc siedzieć w ponczo. Jak się jedzie cały dzień, to przydało by się wyspać trochę w nocy. Zobaczę może pojadę, może po drodze znajdę jakiś nocleg, a jak nie, przekimam pod drzewem w lesie. Może zmusimy U. aby przyjechała na trzy dni do Mamy, a my pojedziemy z Basią w Góry Stołowe. Chciałbym aby trochę sobie odpoczęła. Muszę czegoś poszukać.

Zacząłem słuchać Ogniem i Mieczem. Czyta Globisz. Świetnie się słucha. Wczoraj też oficjalnie został rozpoczęty sezon koszenia. Już w pracy cały czas sobie myślałem, że skoro wrócę później, Przez tą karetkę dotarliśmy do pracy ponad godzinę później. To zamiast murować, na dodatek w nocy jest mniej niż +5. Wczoraj było -1.4. Zabiorę się za koszenie. Wziąłem więc wpierw podkaszarkę i zacząłem podkaszać wszystkie brzegi skalniaki, no i zbyt długo to robiłem, albo podkaszarka już za stara. Przegrzałem silnik pod sam koniec. Chyba zdechła. Co prawda to była podkaszarka która trzy lata temu kosztowała 36.99 Taka zabawka. Trzeba będzie teraz kupić jakąś sensowniejszą. Kurcze miałem też kupić drabinę. Była promocja za trochę ponad 4 stówy. Naprawdę się opłacało. Muszę w poniedziałek się tym zająć. Potem już prawi po 18:00 zacząłem kosić ogród. Okazało się wcześniej, że o jednym zapomniałem. Naostrzyłem nóż, ten poczwórny do mielenia trawy bez kosza. Którym koszę sad. A ten właściwy do koszenia z koszem na ogrodzie wewnętrznym tępy jak diabli. Zapomniałem go naostrzyć. Też w poniedziałek muszę to zrobić. Ale jakoś udało się skosić trawnik. Nawet nie wygląda najgorzej. Nie tylko ja wpadłem na pomysł koszenia. Sąsiad z prawej i z lewej też. Daliśmy więc wieczorny koncert na trzy kosiarki. A i z oddali też dało się słyszeć inne głosy tej wiosennej orkiestry na instrumenty wyrczące.

Komentarze

marko pisze…
Wiosna, wszystko budzi sie do zycia, czasem masz konkretnie zajecie w na swiezym powietrzu jak najbardziej dla zdrowia wskazane, tutaj blokowisko chodniki i niewielkie skrawki ziemi starannie ogrodzone ale to miejsce z przeznaczeniem dla porannych psow i innych zwierzat blokowiska, nie widze zeby ktos sprzątał, pełno kurzu i brudu czekajacego na deszcz jak na zbawienie!