Z pracy Szlakiem Orlich Gniazd

No i pojechałem do pracy na rowerze. Wstałem o 5:25 spojrzałem na niebo i zachmurzone. Miało być słonecznie. Nie zrażony wsiadłem jednak na rower i pojechałem. Było 3 stopnie. Ubrałem się ciepło. Pod kask opaska na uszy i na szyję apaszka. Cieplutko. Ale problem gdy wracam. Do plecaka trzeba było wziąć ciuchy do pracy. Nic więcej tam się nie zmieści. Musiałem zostawić w pracy część rzeczy. Zbyt ciepło było po południu. Wracając pojechałem prosto z Krakowa szlakiem orlich gniazd. Zaczyna się na Łokietka. Niestety szlak w początkowej części wiedzie przez polne ścieżki. Wśród wielu budowanych domów. To powoduje, że na tą drogę wysypywane są resztki z budów. Cegły, kawałki płytek, szkło. Jedzie się jak po śmietniku. Ale za to na końcu, przed samym wjazdem do doliny Prądnika czeka nas nagroda. Szlak skręca, a ja pojechałem ścieżką przez sad. Początkowo po prostu zmyliłem szlak. Na końcu sadu gdy kończy się droga mamy przepiękny widok na dolinę Prądnika i pierwsze skałki. Żałowałem, że nie wziąłem ze sobą aparatu. Potem jest zjazd na łeb na szyję przez las krętą ścieżką. Trochę wcześniej jedzie się na skraju skarpy, a w dole wąski strumyk. Ta część jest chyba najfajniejsza. Pełno tam tych co gnają na rowerach w dół przez las. Ja ze swoim rowerem musiałem zachować większą ostrożność. W końcu wyjeżdżamy na asfalt i tak już jedziemy praktycznie do samego Ojcowa wśród skał. Potem czarnym szlakiem w górę, aż do parkingu i przez Czajowice, Bębło do domu. Nie chciałem jechać przez Będkowską, bo bałem się, że będzie błoto po deszczach. Na drogę wgrałem sobie do palmtopa "Paragraf 22" Kiedyś usiłowałem czytać tą książkę. Ale strasznie topornie mi szło. Teraz jadąc do pracy i z powrotem udało mi się jej całej wysłuchać. Kiedy czytałem wydawało mi się, że to będzie cały czas o szpitalu, tak jak zresztą serial na podstawie tej książki. W dalszej jednak części można się doszukać czegoś głębszego. Wydawało mi się, że książka jest na więcej niż pięć godzin słuchania. W jeden dzień wysłuchałem całej książki. Wcześniej skończyłem też "Duma i Uprzedzenie" Nie mogę się jakoś przekonać do książek Jane Austen chyba za bardzo są kobiece. Ja nie pojmuje tych wszystkich niuansów, uczuć targających tymi kobietami. Jakaś taka obsesyjność wyjścia za mąż jest w tych książkach. Mam wrażenie, że w owych czasach to była esencja życia kobiety. Ale coś chyba pozostało do naszych czasów z tego. Jest takie powiedzenie: "Jak kobieta wychodzi za mąż, to przestaje się martwić o swoją przyszłość. Jak mężczyzna się żeni, to zaczyna się martwić o swoją przyszłość" Parę dni temu kupiłem też prawdziwą książkę w empiku. Clarke zmarł w 2009 roku i teraz co rusz to wydają jego książki. Ta jest w ogóle napisana w 2008. Napisał ją we współpracy tym razem z Pohlem. Ma trzy wstępy i trzy zakończenia. Zapowiada się ciekawie.


Trasa rowerowa 451548 - powered by Bikemap 

Komentarze

recoleta pisze…
He, he. No może kiedyś tak było. Obecnie zarówno kobiety jak i mężczyźni bardzo poważnie martwią się po ślubie o swoje życie. A co do Jane Austen.... faktycznie to proza kobieca, ale dla kobiet z przełomu XVIII i XIX wieku. Wiele się zmieniło od tego czasu, jeśli chodzi o kobiety i ich patrzenie na świat, życie, małżeństwo. Ja lubię Jane Austen, ale tylko i wyłącznie jako obraz tamtego życia, coś jak przyczynek do historii. Nie szukam w tym inspiracji do własnego życia. Bo to właściwie taki Harlequin. Ale można się wiele dowiedzieć, jak się wtedy żyło. I szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym nie musiała martwić się o moje życie.;-)
marko pisze…
Zapewno wiele sie zmienilo, mysle ze kazdy z nas na swoj sposob troche inaczej ocenia ten swiat, czasem oczekujac na spelnienie sie wlasnych marzen ktore porownujac niewiele sie zmienily pod tym wzgledem od zarania, wszakze to co najwazniejsze zawsze jest tak samo wzniosle i welkie bez wzgledu na czas!