Więcej praktycznie nie jestem w stanie zrobić na tym miejscu pod kominek bez kupienia już tych płytek na posadzkę. Dziś byłem się trochę rozglądnąć. Ja sobie wymyśliłem zrobić to z wapienia elewacyjnego. Takiego cienkiego. 2-5 cm. Znalazłem nawet na Allegro 30 zł za 1m2. To dość tanio. Myślę, że starczy 30-40 m2 Nie wiem ile transport będzie kosztował. Wszelkie inne kamienie są strasznie drogie. I zresztą grube. Jak bym chciał taki prawdziwy posadzkowy. Jakiś Serpentynit czy coś takiego, to wychodzi prawie 5 tyś. To by była przesada. Ja chcę to tanio zrobić. Jak coś źle zrobię, to nie będzie tak dużo strat. Jak bym się pokusił o taki drogi kamień, to już musiałby zrobić fachowiec, a to jeszcze bardziej zwiększy koszty. Co prawda takie rozwiązanie mi odradzano z tym elewacyjnym. Ja jednak widziałem takie w przyrodzie, a dodatkowo zależy mi na wapieniu. W końcu mieszkamy na jurze. To ma pasować do otoczenia. Dlatego zależało mi na tych obrzeżach z takich surowych wapieni. To ma wyglądać jak kawałek dolinki, a nie jakieś śliczne drogie kamienie.
Dziś zaraz jadę do Krzeszowic, zawieźć umowę do gazowni, potem zakupy na wyjazd. Spakować się, pojechać do Krakowa zawieźć na 11:00 wszystko Konradowi. Wyekspediować go do Francji na wspinaczkę. Potem wypłacić jakieś pieniądze na wyjazd. Pojechać odebrać Basię z pracy, podjechać pod szpital i odebrać Mamę, kupić po drodze nowy stos lekarstw, które są i tak bez znaczenia. Potem przywieźć ją do domu, zapakować wszystko do samochodu i ruszyć w Góry Stołowe. Uff mam nadzieję, że wszystko się zgra i jutro nic nas nie będzie obchodziło. Basi schowam telefon, a swój wyłączę. Niech chociaż przez trzy dni U. sama sobie radzi z Mamą. Najgorsze jest to, że nadal nie wiadomo czy Mama jednak dziś wyjdzie. Jak zmienią na jutro, to się chyba potnę. Weźmiemy ją chyba na własne żądanie i tak nic nie robią. Tylko i wyłącznie leży sobie ogląda TV i czyta gazety. Jak ktoś ma ponad 70 lat. To biorą go na przeczekanie. Leży przepisową liczbę dni, aby mógł szpital zaliczyć chorego i wziąć kasę, a potem do domu, no chyba, że nie doczeka. Taka jest prawda o naszej służbie zdrowia. Koronografię i rozrusznik Basia wymusiła siłą na lekarzach. Jakby nie walka Basi i jeżdżenie co dzień do lekarzy nic by nie zrobili. Działają dwie rzeczy, pieniądze albo molestowanie lekarzy i groźby. Wybraliśmy tańszą opcję i mam wrażenie, że skuteczniejszą. Tyle że więcej nerwów Basię to kosztuje.
Dziś zaraz jadę do Krzeszowic, zawieźć umowę do gazowni, potem zakupy na wyjazd. Spakować się, pojechać do Krakowa zawieźć na 11:00 wszystko Konradowi. Wyekspediować go do Francji na wspinaczkę. Potem wypłacić jakieś pieniądze na wyjazd. Pojechać odebrać Basię z pracy, podjechać pod szpital i odebrać Mamę, kupić po drodze nowy stos lekarstw, które są i tak bez znaczenia. Potem przywieźć ją do domu, zapakować wszystko do samochodu i ruszyć w Góry Stołowe. Uff mam nadzieję, że wszystko się zgra i jutro nic nas nie będzie obchodziło. Basi schowam telefon, a swój wyłączę. Niech chociaż przez trzy dni U. sama sobie radzi z Mamą. Najgorsze jest to, że nadal nie wiadomo czy Mama jednak dziś wyjdzie. Jak zmienią na jutro, to się chyba potnę. Weźmiemy ją chyba na własne żądanie i tak nic nie robią. Tylko i wyłącznie leży sobie ogląda TV i czyta gazety. Jak ktoś ma ponad 70 lat. To biorą go na przeczekanie. Leży przepisową liczbę dni, aby mógł szpital zaliczyć chorego i wziąć kasę, a potem do domu, no chyba, że nie doczeka. Taka jest prawda o naszej służbie zdrowia. Koronografię i rozrusznik Basia wymusiła siłą na lekarzach. Jakby nie walka Basi i jeżdżenie co dzień do lekarzy nic by nie zrobili. Działają dwie rzeczy, pieniądze albo molestowanie lekarzy i groźby. Wybraliśmy tańszą opcję i mam wrażenie, że skuteczniejszą. Tyle że więcej nerwów Basię to kosztuje.

Komentarze