Z samego rana oddałem samochód do serwisu. Od paru dni coś szumiało w silniku. Jak operowałem sprzęgłem, to dźwięk się wzmagał lub cichł. Wczoraj zdiagnozowano, że to pewnie łożysko od sprzęgła. Ja na to, że niecałe dwa lata temu robiłem sprzęgło właśnie w tym serwisie. Dziś na gwarancji wymieniono mi to łożysko. Dodatkowo wymieniono linkę od sprzęgła. Odebrałem samochód i ruszyłem do domu. Śpieszno mi było, bo chciałem zabrać się za murowanie. Nawet nie dojechałem do pierwszych świateł gdy okazało się, że nie jestem w stanie zmienić biegu. Włączyłem awaryjne i z rozpędu wjechałem w przecznicę i na chodnik. Stanąłem. Okazało się, że jak zgaszę silnik można bieg wrzucić. Jak zapalę nie da się zmienić. W sumie mogłem na dwójce dojechać. Ale duży ruch. Wolałem nie kombinować. Odjechałem jakieś pół kilometra od warsztatu. Zostawiłem samochód i podszedłem pieszo. Mechanik podjechał ze mną. Okazało się, że tak założyli tą linkę, że spadła. Na domiar złego zobaczyłem, że nie mam jednej osłony na koło. Miałem spięte paskami. Musieli zdjąć koła i nie założyli pasków. Albo zostało w warsztacie, albo zgubiłem na tym krótkim odcinku. Muszę jutro poszukać. W każdym razie nie jestem zadowolony z tego serwisu. Wracając do domu pojechałem prosto do Rudawy. Musiałem zrobić drobne zakupy. Przy okazji odebrałem Basię ze stacji. Wróciłem na 17:00 szybko, w zasadzie połknąłem naleśniki. Przebrałem się i zacząłem murować. O 19:30 rozrobiłem ostatni worek cementu. Do 20:00 w szalonym tempie wykorzystałem go. Szybko włożyłem inne ubranie. Wsiadłem do samochodu i pojechałem po Konrada do Zimnego Dołu gdzie pojechał na rowerze z fortepianem na plecach wspinać się. Dojechałem jak już było całkiem ciemno. Zapakowałem rower i CraschPada do bagażnika. Konrada na fotel pasażera. I ruszyliśmy do domu. W domu byliśmy o 21:00 Zawołałem Basię, że już jestem. Pobiegliśmy. Wróciliśmy. Poszedłem psu zmienić wodę. Z czołówką na głowie wypłukałem narzędzia i taczki wodą. Przykryłem brezentem murowanie na wypadek deszczu. Wróciłem do domu, zadzwoniłem do Mamy. Pogadaliśmy. Poszedłem po piwo do lodówki. Napisałem ten tekst... Hrrrr....
Komentarze