Dziś byłem ostatni dzień w pracy przed urlopem. Oczywiście jak to ostatni dzień przed świętami i przed urlopem wyszło tysiąc problemów do załatwienia na jutro. Między innymi jakiś magiczny problem na bazie pewnej znanej firmy z branży elektronicznej dotyczący limitów kontrahenta. Od rana debugowałem kod. Oczywiście firma nie udostępni bazy, a zresztą jest gigantyczna. Musiałem się łączyć przez terminal. Około godziny 10 zadzwonił nierozpoznawalny telefon, ale z głosu od razu poznałem, że to "kropelka". Widać mają więcej numerów. Pani błagalnym niemal głosem poprosiła mnie czy mógłbym przyjechać i oddać płytki. Jest Wielki Piątek, a na dodatek jest potrzebna wysoka zgodność. Oddawałem płytki dwa tygodnie temu. Nie są w stanie znaleźć dawcy. Oczywiście zgodziłem się. Jestem zdania, że życie człowieka jest znacznie ważniejsze niż interes niejednej bardzo znanej firmy z branży elektronicznej. Przygotowałem kod do testów i przekazałem M. aby spisała możliwie najwięcej informacji z testów. Obiecałem K. że wrócę po płytkach do pracy około 14:00 i zostanę ile trzeba. Pojechałem, pani w recepcji poznaje mnie już z widzenia. Strasznie mi dziękowała, że się zgodziłem. Aż mi było głupio. W ogóle nie rozumiem podziękowań w takich sytuacjach. Owszem to miłe, ale uważam to za swój obowiązek. Nie ma nic ważniejszego. Tak samo nie rozumiem kierowców którzy mi dziękują światłami, że wpuściłem ich na swój pas gdy włączyli kierunkowskaz. Też uważam, że nie jest to uprzejmość tylko zasrany mój obowiązek. Skoro ktoś chce zmienić pas, to widać ma ku temu powody. Jeśli tylko nie zagraża to innym czy mnie, jest moim obowiązkiem zwolnić i go wpuścić. Inaczej facet musiałby jechać naokoło Krakowa, aby zmienić wreszcie pas w godzinach szczytu. Wracając do płytek. Dziś wszystko odbyło się błyskawicznie. Po pierwsze panie śpieszyły się na święta, a po drugie nie było prawie nikogo. Od pobrania krwi do badań, a wizyty u lekarza minęło zaledwie 10 min. Okazało się też, że pobiorą mi tylko jedną działkę. Wyszło więc 45 min. Co ciekawe pierwszy raz zdarzyło mi się zobaczyć kobietę oddającą płytki. Młoda dziewczyna. Na dodatek okazało się, że już któryś raz oddaje. Jej to dopiero wyszedł czas. 119 min dwie działki. Ja ostatnio miałem rekord 110 min. Odebrałem sobie też zestawienie do rozliczenia. Za litr krwi od dwóch lat można odliczyć 130 zł. A za sam akt oddania płytek nie ważne ile również dostaje się 130 zł. Wyszło mi prawie 7 stów za tamten rok. I niech teraz ktoś powie, że nie robię tego dla własnych korzyści na dodatek majątkowych. No i jeszcze czekolady. Wrzuciłem Konradowi do jego "szuflady słodkości". Ma 13 czekolad! Z poprzedniego razu zostało jeszcze pięć. Wyszedłem z oddawania 12:30 Pojechałem do pracy i do godziny 16:00 rozwiązałem problem. Okazało się, że ktoś zmodyfikował u tego klienta funkcję liczącą limity. Działa prawie losowo, stąd te problemy. Przywróciłem standardową, a tamtą autor musi poprawić. Wziąłem sobie na dzisiejszy dzień i tak L4 aby nie odrabiać tych kilku godzin, a na dodatek wczoraj gdy odbierałem mamę ze szpitala wyszedłem wcześniej. Teraz mam nawet nadwyżkę godzin. Pani przybiła pieczątkę na L4 "Na ratunek"
Komentarze