Przełom w sprawie

Teściowa jednak potrafi mnie jeszcze zaskoczyć. Nie wiem może to ten rozrusznik sprawił. Toż to teraz prawie cyborg. Nie dość, że ma napęd na cztery koła, to jeszcze elektroniczne wspomaganie. W każdym razie. Tak od dziesięciu lat rok w rok przy takich większych okazjach jak Święta, czy nawet Wszystkich Świętych proponuje jej, żeby się z nami zabrała do kościoła i na cmentarz odwiedzić grób swego męża. Ma stałą odpowiedź: "A gdzie ja tam pojadę" To żaden wysiłek w zasadzie. Sama nie pojedzie, tylko będę ją pchał. Zresztą zarówno przy cmentarzu jak i kościele jest parking. Przyznaje od jakichś trzech lat pytam w zasadzie z czystej złośliwości. Tak, wredny jestem. Ale wczoraj po raz pierwszy odpowiedziała, że chętnie pojedzie. Zrazu nie załapałem, zadałem pytanie mechanicznie, aby mieć czyste sumienie, że proponowałem. Sens odpowiedzi dotarł do mnie dopiero po paru sekundach. Zapakowaliśmy więc wózek do bagażnika, a teściową do środka... e... a może na odwrót już nie pamiętam. Pojechaliśmy do kościoła pomodlić się przy grobie Jezusa, a potem na cmentarz. Zostawiliśmy ją przy grobie Teścia, a sami poszliśmy jeszcze odwiedzić inne groby. Między innymi tragicznie zmarłą koleżankę Basi.

Konrad wczoraj pełnił wartę przy grobie w galowym mundurze. Nie wiem jak w miastach, bo już nie pamiętam, ale na wsiach jest taki piękny zwyczaj, że strażacy w lśniących hełmach pełnią wartę przy grobie. Staruszki i dzieci mają uciechę. Stoją po dwadzieścia minut, jak się ma szczęście, albo cierpliwość, to można się doczekać nawet zmiany warty.

Po wizycie w kościele i na cmentarzu, a potem jeszcze po przedświątecznym końcowym sprzątaniu znalazłem czas na rower. Było jednak po piętnastej. Wybrałem się na krótką i całkiem luźną wycieczkę. Ruszyłem w stronę Rudna z zamiarem pojechania czerwonym szlakiem rowerowym. Jednak w okolicy starego kamieniołomu na Młynce postanowiłem sprawdzić pewną drogę. Zawsze mnie ciekawiło gdzie nią dojadę. Bardzo fajny, jeszcze nie odkryty świat. Wyschnięte stawy. Niestety okazało się, że na końcu jest teren prywatny, a ścieżka widoczna z satelity na Google Maps na starych zdjęciach, jak i droga na mapie już nie istnieje. Wygląda na to, że jest tam pole. Ale nie było zaorane i na dodatek zobaczyłem ślady traktora. Ruszyłem więc tym polem. Trudno się jechało, ale jakoś dałem radę. Po drodze wystraszyłem odpoczywającą sarnę w zagajniku. Udało mi się tak dojechać, aż do asfaltowej drogi. Nią dotarłem do czerwonego szlaku. Jest to bardzo ładny szlak i bardzo wygodny. W większości utwardzony. Wiedzie południowym brzegiem rowu Krzeszowickiego. Niestety w chwili obecnej jest tam prowadzona wycinka drzew. Szlak od strony Rudna jest zamknięty. Nie radzę nim jechać w zwykły dzień. Można zostać przygnieciony spadającym drzewem. Część szlaku jest rozorana kołami traktorów. Część oznaczeń jest też zamalowana. Jakoś udało mi się jednak przedrzeć przez ten obszar i potem już było bardzo fajnie. Po drodze udało mi się nawet spotkać kowboja na pięknym czarnym koniu. W związku z tym, że szlak wiedzie miejscami samym szczytem. Możemy podziwiać przepiękne widoki na dwie strony. W jednym miejscu nawet można dojrzeć klasztor na Bielanach. A dziś Basia obiecała, że wybierze się ze mną na spacer rowerowy w stronę Rudna. Zaraz ruszamy, choć pogoda nie napawa optymizmem.


Trasa rowerowa 433252 - powered by Bikemap 

Komentarze