Kolejny dzień murowania kamiennych obrzeży. Dzień zakończył się dość gwałtownie o godzinie 14:30 Wszedłem do garaży po kolejny worek zaprawy, wychodzę, a tu leje. Jakaś dziura czasowa, czy co. Jak wchodziłem nie lało. Dla mnie minęło jakieś 15 sekund, ale dla "aury" to prawie wieczność. Stanąłem przez chwilę niezdecydowany. Ale po chwili zaczęło narastać we mnie przerażenie. Przecież świeża zaprawa zostanie spłukana przez deszcz. Podjąłem błyskawiczną decyzję. Worek na miejsce i szybko zacząłem dobywać z kantorka w garażu brezent. Ma z dziesięć metrów wzdłuż i wszerz. Szybko zacząłem go rozwijać nad moim miejscem pracy, co nie było łatwe, bo zerwał się porywisty wiatr. Odłożyłem go kamieniami, których miałem pod dostatkiem. Jak skończyłem przykrywać, deszcz zaczął zamierać. Przez chwilę się zastanawiałem czy nie odkryć i nie kontynuować pracy. Zostały mi dosłownie dwa worki zaprawy, będę musiał dokupić jeszcze z dziesięć piętnaście worków. Jestem mniej więcej w jednej trzeciej pracy. Stwierdziłem jednak, że jak rozrobię kolejny worek i znowu zacznie padać, to co ja wtedy zrobię. Niebo bardzo zachmurzone. Dałem sobie spokój. I dobrze, bo padało jeszcze prawie godzinę. Niestety w kolejnym palcu pojawiły się dziury wyżarte przez zaprawę. To jest ciekawe. Zauważam dopiero jak zaczyna szczypać. Wtedy jest już za późno. Tak to jest jak informatyk bierze się za prace budowlane. Wymyśliłem, że kupię sobie rękawiczki gumowe, a na nie dopiero takie zwykłe. Zalepiłem palce, ale jest to wskazujący i kciuk prawej ręki. Zabawne, te palce są strasznie użyteczne. Do tej pory nie zdawałem sobie do czego i jak często ich używam. Trudno nawet zapalić samochód, czy choćby łyżkę utrzymać, a od Mamy dostałem cały litrowy słoik powideł śliwkowych. Wyżeram je od czasu do czasu i te palce są niezbędne. Na dodatek jak są zalepione, to trudno głaskać pada w laptopie, a o palmtopie już nie wspomnę. Na koniec dnia musiałem pojechać po Konrada do Jeżmanowic. Pojechał się dziś wspinać z instruktorem do Rzędkowic. To prawdziwa Jura, ta bliżej Częstochowy. Pojechałem kiedyś w tamte strony na rowerze, ale strasznie jest tam piaszczysto w lasach. Takimi szlakami rowerowymi trudno się jedzie. A jechać asfaltami, to żadna frajda.
Komentarze