Kupiłem w sobotę nawet lotto, było do wygrania 11 milionów. Ktoś kiedyś obliczył, że w krajach rozwiniętych wystarczy na nasze 4 miliony z hakiem aby zniknęły wszelkie troski. Fakt wystarczyło by. Chyba bym nawet nie zadzwonił do pracy, że nie przyjdę. Kiedyś policzyłem, że mógłbym żyć i utrzymać rodzinę na skromnych warunkach. Po prostu wystarczyło by na samo bieżące utrzymanie. Za jedyna 2 tyś miesięcznie. Same rachunki, pożywienie i skromne ubranie. A będąc bezdomnym. Miesięcznie wystarcza 500 zł.
Nie głodując i nie chodząc w potarganych łachach. Ale też nie płacąc żadnych rachunków. Za 10 zł dziennie można naprawdę zjeść solidny obiad. A ubranie można kupować na wagę. Nie jest tak źle, jak by mnie wywalili z pracy. Tego notebooka co mam można jeszcze długo używać. No chyba, że się "zpsuje" A internet w wielu miejscach jest darmowy. A i gniazdko w każdym hipermarkecie w WC się znajdzie. Zresztą na dworcach nawet w poczekalniach można znaleźć darmowy prąd. No ale wracając do tych 11 baniek. Nic z tego nie wyszło, przepadło trzy złote. Dziś z rana po urlopie musiałem się zderzyć z rzeczywistością. Oj bolesne to było. 743 maile za cztery dni urlopu. Ci ludzie naprawdę nie mają co robić. To jakaś obsesja to pisanie maili. Cały prawie dzień zeszło na odpowiadanie, czytanie i kasowanie. O dziwo nie było jakichś spraw nie cierpiących zwłoki. Trzeba było podjąć tak z 10 decyzji i na 20 mail odpowiedzieć. OK. A na 20 innych napisać coś więcej. Reszta, to w zasadzie. Przyjąłem do wiadomości. Ten tydzień i tak minie na ocenianiu i rozmowach kwartalnych. Pewnie we czwartek pojadę do Wrocławia, a jutro wywiadówka u Konrada. Jeszcze kilka miesięcy i sam będzie mógł chodzić na wywiadówki. Oczywiście będę chodził, ale będzie miał 18 lat więc i tak nie będę mógł za niego zdecydować, ani nawet zobaczyć jego ocen. Tak stanowi prawo. Masz chłopie prze... Sam se będziesz musiał decydować. Jak bym wiedział, że tak będzie po 18-tce, to kurde w piaskownicy bym się zagrzebał i jakoś dotrwał do emerytury. Jakoś dotrwałem dziś do tej 15-tej w pracy, a potem do empiku odebrać "Karinga" Kultu. fajna płytka suplement do "Hurra" niedawno wydanej. Zaraz muszę przenieść na palmtopa. Z empiku na plac imbramowski po owoce i jarzynki. Są już korniszony, a drogie... Ale warto. Potem do Lerua Merlin po zaprawę. Przyjechałem do domu. Szybko coś tam przekąsiłem. Po drodze zebrałem Basię, akurat też o tej godzinie wracała z pracy. Wyszedłem na ogród i do roboty. Ale była już prawie 18:00 odkryłem murowanie z pod brezentu. Już deszcz nie zmyje, przeschło. Kurcze ładnie to wygląda. Jak przyświeci słoneczko zrobię jakieś zdjęcie. Potem wziąłem się za mycie kercherem tarasu. Tak mi zeszło prawie do zmroku. Na koniec jak co wieczór z Basią pobiegliśmy. Jestem z niej naprawdę dumny. Co dwa tygodnie przedłużamy. Dziś już pod "cholerny cmentarz" To 2.5 km. Dziś zadeklarowała, że chciałaby dojść do 5 km dziennie. Wydaje mi się to za dużo, ale czemu nie. Ja nie mam nic naprzeciw. Korci mnie aby sobie pobiec gdzieś dalej. Raz w tygodniu tak biegam, ale ostatnio zaziębienie. Nie chcę się jeszcze zgrzać. Może we środę.
Nie głodując i nie chodząc w potarganych łachach. Ale też nie płacąc żadnych rachunków. Za 10 zł dziennie można naprawdę zjeść solidny obiad. A ubranie można kupować na wagę. Nie jest tak źle, jak by mnie wywalili z pracy. Tego notebooka co mam można jeszcze długo używać. No chyba, że się "zpsuje" A internet w wielu miejscach jest darmowy. A i gniazdko w każdym hipermarkecie w WC się znajdzie. Zresztą na dworcach nawet w poczekalniach można znaleźć darmowy prąd. No ale wracając do tych 11 baniek. Nic z tego nie wyszło, przepadło trzy złote. Dziś z rana po urlopie musiałem się zderzyć z rzeczywistością. Oj bolesne to było. 743 maile za cztery dni urlopu. Ci ludzie naprawdę nie mają co robić. To jakaś obsesja to pisanie maili. Cały prawie dzień zeszło na odpowiadanie, czytanie i kasowanie. O dziwo nie było jakichś spraw nie cierpiących zwłoki. Trzeba było podjąć tak z 10 decyzji i na 20 mail odpowiedzieć. OK. A na 20 innych napisać coś więcej. Reszta, to w zasadzie. Przyjąłem do wiadomości. Ten tydzień i tak minie na ocenianiu i rozmowach kwartalnych. Pewnie we czwartek pojadę do Wrocławia, a jutro wywiadówka u Konrada. Jeszcze kilka miesięcy i sam będzie mógł chodzić na wywiadówki. Oczywiście będę chodził, ale będzie miał 18 lat więc i tak nie będę mógł za niego zdecydować, ani nawet zobaczyć jego ocen. Tak stanowi prawo. Masz chłopie prze... Sam se będziesz musiał decydować. Jak bym wiedział, że tak będzie po 18-tce, to kurde w piaskownicy bym się zagrzebał i jakoś dotrwał do emerytury. Jakoś dotrwałem dziś do tej 15-tej w pracy, a potem do empiku odebrać "Karinga" Kultu. fajna płytka suplement do "Hurra" niedawno wydanej. Zaraz muszę przenieść na palmtopa. Z empiku na plac imbramowski po owoce i jarzynki. Są już korniszony, a drogie... Ale warto. Potem do Lerua Merlin po zaprawę. Przyjechałem do domu. Szybko coś tam przekąsiłem. Po drodze zebrałem Basię, akurat też o tej godzinie wracała z pracy. Wyszedłem na ogród i do roboty. Ale była już prawie 18:00 odkryłem murowanie z pod brezentu. Już deszcz nie zmyje, przeschło. Kurcze ładnie to wygląda. Jak przyświeci słoneczko zrobię jakieś zdjęcie. Potem wziąłem się za mycie kercherem tarasu. Tak mi zeszło prawie do zmroku. Na koniec jak co wieczór z Basią pobiegliśmy. Jestem z niej naprawdę dumny. Co dwa tygodnie przedłużamy. Dziś już pod "cholerny cmentarz" To 2.5 km. Dziś zadeklarowała, że chciałaby dojść do 5 km dziennie. Wydaje mi się to za dużo, ale czemu nie. Ja nie mam nic naprzeciw. Korci mnie aby sobie pobiec gdzieś dalej. Raz w tygodniu tak biegam, ale ostatnio zaziębienie. Nie chcę się jeszcze zgrzać. Może we środę.
Komentarze