Asfaltowy świat

Tony czosnku, cebuli, a nawet fervex i zaziębienie w zasadzie pokonane bez leżenia, bez kurowania się. Ostatnie dwa dni przepracowałem na strychu, a dziś zabrałem się za ogród. Ale w domu z ogrodem, to nie takie proste coś zaplanować i zrobić. Około 10:00 rano wyszedłem na ogród z zamiarem murowania kamienia. Idąc po taczki zauważyłem i przypomniałem sobie, że czas już otworzyć rynny i napełniać zbiorniki deszczówką. Trzeba było wyczyścić spusty. Potem zobaczyłem, że stelaż pod winogrona trochę ucierpiał po zimie. Naprawa zajęła ponad godzinę. Zanosząc farbę do garażu skojarzyłem, że wypadało by odmalować już drzwiczki od gazu i od wody. No to wziąłem się za malowanie. Swoją drogą w tym garażu to mam wszystko. Czego bym nie potrzebował zawsze się znajdzie. No i tak zrobiła się godzina prawie 13:00 wreszcie zacząłem zwozić kamień na miejsce murowania, kolejne pół godziny. Odpocząłem chwilę, bo się zmachałem trochę wożąc ten kamień. Około 14:00 rozrobiłem pierwszą zaprawę. Do około 17:00 wymurowałem jedną ściankę. Zużyłem cztery worki zaprawy. Mam nadzieję, że będzie się to trzymało. Ja nie umiem pracować w rękawiczkach. Po za tym zaprawy nie dotyka się gołymi rękami. Jest żrąca! Mam dziury w palcach! Zorientowałem się dopiero jak zaczęło szczypać. To wszystko przez to, że zacząłem maziać paluchami połączenia kamieni. Tak się nie robi. Mam za swoje. Potem szybko pod prysznic i jeszcze na rowerek wieczorem. Pojechałem przez Będkowską i potem wróciłem przez Łazy górą. W zasadzie już uprzątnięte są wszystkie powalone drzewa. Niestety robiono to ciężkim sprzętem i ścieżki w lesie są niemiłosiernie rozjeżdżone traktorem. Na dodatek od Łazów droga aż po skałę Brodło jest przejechana spychaczem i wysypana kamieniem. Fatalnie się jedzie. Cała Będkowska jest już prawie wyasfaltowana, W Brzezince pomniejsze szutrowe dróżki też. W końcu zaasfaltują i zabetonują całą Jurę. Nie podoba mi się to. W okolicach Wietrznika był jakiś najazd saren. Co chwila wyskakiwały z zagajnika i przecinały mi drogę. A szalony zjazd z samego Wietrznika o mało nie skończył się kraksą z jedną z nich. Ledwo wyhamowałem, a i ona w ostatnim momencie zmieniła kierunek. Zastanawiam się co by było jakbym się zderzył z sarną. W końcu to kawał zwierza. Na koniec bieg z Basią i powoli kolejny dzień urlopu się kończy.


Trasa rowerowa 440482 - powered by Bikemap 

Komentarze