Dziś nici z biegu, deszcz i przygotowania świąteczne. Przez godzinę siedziałem i łupiłem orzechy. Na szczęście Basia dała się w tamtym roku namówić aby spalić trzy "ducki" starych orzechów. Z tamtych trzeba było wydłubywać środek. Te ubiegłoroczne poddają się bez walki. Ale i tak mnie ręce bolą. Swoją drogą fajne słowo "ducka" To taki kosz zwykle na ziemniaki. Mieści się w nim spokojnie pół worka ziemniaków. Ciekawe skąd znam takie słowo? Znam jeszcze parę innych wsiowych słów np. Że ktoś "źwinda" czy "świnda" jakoś tak. Najczęściej do określenia, że ktoś narzeka na głos. Bardzo się irytuje jak Basia używa takich słów. A tak w ogóle to nie mówi się ino, ino tylko. A z domu wyniosłem od Babci. "Podołek" Babcia dzieci brała na kolana czyli na podołek. A od Mamy, że się "uparzę" a nie oparzę. Dopiero Basia mnie uświadomiła jak się poprawnie mówi. A od kolegi w pracy nauczyłem się irytować i zwracać uwagę innym, że nie mówi się "włanczać" tylko włączać, bo są włączniki, a nie włanczniki. Ale chyba nie o tym chciałem pisać.
Po pracy pojechałem na świąteczne zakupy. Tak, grubsze zakupy spadają zawsze na mnie. Przynajmniej raz w miesiącu jadę do hipermarketu i robię zakupy na cały bagażnik. Dziś przed świętami takie właśnie zakupy robiłem. Po zakupach miałem przyjechać po Basię do galerii. Kupowała tam buty. Przed rondem polsadu okazało się, że jest gigantyczny korek, aż do dworca. Zadzwoniłem do Basi, że wcześniej będzie pociągiem i tak w istocie było. Udało mi się przedostać jakoś przez dwa pasy do skrętu i pojechać prosto. Zwykle tak bywa, że jak jest sucho przez parę dni i potem nagle spadnie deszcz, to jest masa stłuczek i straszne korki.
Jeszcze dwa dni i urlop. Mam nadzieję, że w pracy nic nie wypadnie i pójdę bez problemu.
Mam też nadzieję, że teściowa wyjdzie ze szpitala jutro i święta będą spokojne. Wczoraj zawieźliśmy ją rano na zabieg i po południu już było po. Jest szansa, że jutro wyjdzie. Wielki piątek byłby spokojny. Śniło mi się wczoraj w nocy, że teściowa wróciła ze szpitala i na tym wszczepionym rozruszniku trzeba było naciskać co jakiś określony czas przycisk. Oczywiście ona nie umiała i na zmianę z Basią dyżurowaliśmy aby nie stanęło jej serce. Ona waliła w ścianę z dołu i wołała siedząc przed telewizorem, że trzeba nacisnąć przycisk, bo za pięć minut umrze. Ten sen doskonale oddaje sytuacje w jakiej jesteśmy z teściową od ponad dziesięciu lat. Ten sen to chyba skutek ostatnio widzianej reklamy w AXN "Ostatni sezon LOST" od 18 kwietnia.
Po pracy pojechałem na świąteczne zakupy. Tak, grubsze zakupy spadają zawsze na mnie. Przynajmniej raz w miesiącu jadę do hipermarketu i robię zakupy na cały bagażnik. Dziś przed świętami takie właśnie zakupy robiłem. Po zakupach miałem przyjechać po Basię do galerii. Kupowała tam buty. Przed rondem polsadu okazało się, że jest gigantyczny korek, aż do dworca. Zadzwoniłem do Basi, że wcześniej będzie pociągiem i tak w istocie było. Udało mi się przedostać jakoś przez dwa pasy do skrętu i pojechać prosto. Zwykle tak bywa, że jak jest sucho przez parę dni i potem nagle spadnie deszcz, to jest masa stłuczek i straszne korki.
Jeszcze dwa dni i urlop. Mam nadzieję, że w pracy nic nie wypadnie i pójdę bez problemu.
Mam też nadzieję, że teściowa wyjdzie ze szpitala jutro i święta będą spokojne. Wczoraj zawieźliśmy ją rano na zabieg i po południu już było po. Jest szansa, że jutro wyjdzie. Wielki piątek byłby spokojny. Śniło mi się wczoraj w nocy, że teściowa wróciła ze szpitala i na tym wszczepionym rozruszniku trzeba było naciskać co jakiś określony czas przycisk. Oczywiście ona nie umiała i na zmianę z Basią dyżurowaliśmy aby nie stanęło jej serce. Ona waliła w ścianę z dołu i wołała siedząc przed telewizorem, że trzeba nacisnąć przycisk, bo za pięć minut umrze. Ten sen doskonale oddaje sytuacje w jakiej jesteśmy z teściową od ponad dziesięciu lat. Ten sen to chyba skutek ostatnio widzianej reklamy w AXN "Ostatni sezon LOST" od 18 kwietnia.
Komentarze