Zaczęła się wiosna, a ja musiałem w sobotę pojechać do pracy. Mamy przykaz być dwie soboty. Jedna teraz, druga w kwietniu. Będzie te soboty można odebrać później. Chętnie przyjdę na więcej przy takim założeniu. W wakacje będą jak znalazł, choć nie narzekam na brak urlopu. Dziś znowu spotkaliśmy A. w sklepie przy kościele. Oczywiście ani w szpitalu nie był, ani teraz nie przyszedł i nie zapytał nawet czy Mama wróciła ze szpitala. Dla mnie jest to obojętność zwierzęcia. Nie pojmuje jak człowiek/syn, tak napiszę to z małej litery. Mieszkający pięćset metrów dalej nie znajdzie przez kilka tygodni czasu, aby zajrzeć i się zainteresować Matką. Co dzień jest w sklepie pięćdziesiąt metrów od naszego domu. Po prostu nie jestem w stanie tego pojąć. Nie jest skłócony z nami, ani z Mamą. To by mogło go tłumaczyć, ale tak... Nie pojmuje. Ale dość o tym. W piątek Konrad pojechał na zawody wspinaczkowe na 20:30 też sobie wymyślili. O godzinie 3:57 zadzwonił abym odebrał go z Krakowa
(...) Część przeniesiono do "Bardzo prywatnie" (...)
(była jeszcze impreza po zawodach). Pojechałem, wróciliśmy około 4:40. Położyłem się i o 5:25 zadzwonił budzik. Wstałem, ubrałem się i ruszyłem rowerem do pracy około 6:00 W pracy byłem 7:10. 22 km. Wróciłem trochę inną trasą, ale też przez miasto 27 km. Rano jak wyjechałem było 1,7 stopnia. Jak wracałem 18 stopni. Był piękny słoneczny dzień. Wreszcie zaczyna się wiosna. Oby nie przyszedł już mróz. Poodwijałem już krzewy. Zaczęły już wychodzić kwiatki w ogródku.
Komentarze