Pierwszy dzień wiosny trzeba uczcić wiosennie. Wsiadłem więc na rower i pojechałem w stronę Alwerni. Jechałem w zasadzie na azymut. Jak podobała mi się jakaś droga, to ją wybierałem. Przy kilku tylko sprawdziłem, czy faktycznie wiodą w dobrą stronę. Dojechałem do Alwerni i postanowiłem pojechać w stronę z kolei Mnikowa. Konrad pojechał tam do Zimnego Dołu wspinać się. Chciałem do niego pojechać i zobaczyć jak się wspina. Skierowałem się przez Las Orlej tam są wspaniałe asfaltowe alejki. Można bardzo fajnie sobie tam pojeździć. Zresztą nie tylko las. Cała okolica od Alwerni w stronę Krakowa wokół lasu jest bardzo atrakcyjna, nie ma wielkich gór, a za to jest wiele uliczek/alejek w sam raz do jeżdżenia rowerem. Zupełnie nie ma na nich ruchu samochodowego. Niestety jak tylko zacząłem oddalać się od Alwerni zaczął padać deszcz. Naszły chmury i zanosiło się na to, że będzie padało dłużej.
Skierowałem się więc w stronę domu i tak ponad godzinę jechałem w deszczu. Chwilami dość mocno padało. Asfalt po zimie jest bardzo brudny. Przyjechałem do domu wprost ubłocony. Jadąc na rower obiecałem Basi, że postaram się tak wrócić abyśmy mogli jeszcze przejść się na spacer. Deszcz jednak pokrzyżował plany i dopiero około 16:00 mogliśmy iść. Poszliśmy tylko po chleb, ale zawsze coś. Piekarnia jest na tyle daleko, że zajęło nam to prawie godzinę. Rozpoczęliśmy parę dni temu, a w zasadzie wznowiliśmy po zimie bieganie. O 19:00 więc ruszyliśmy na stałą trasę biegową. Basia znowu musi się rozbiegać. W tej chwili biegnie co dzień trochę ponad półtorej kilometra. Ale tak jak poprzednio nie ma zmiłuj się. Konsekwentnie co dzień ruszamy. Zajmuje nam to dosłownie 1-15 min. Jednak w pierwszy dzień wiosny pobiegłem sobie sam troszkę dalej. W sumie przebiegłem około 8 kilometrów. Stałą trasą dookoła Rudawy. Staram się raz w tygodniu pobiec taką dłuższą trasą.
Skierowałem się więc w stronę domu i tak ponad godzinę jechałem w deszczu. Chwilami dość mocno padało. Asfalt po zimie jest bardzo brudny. Przyjechałem do domu wprost ubłocony. Jadąc na rower obiecałem Basi, że postaram się tak wrócić abyśmy mogli jeszcze przejść się na spacer. Deszcz jednak pokrzyżował plany i dopiero około 16:00 mogliśmy iść. Poszliśmy tylko po chleb, ale zawsze coś. Piekarnia jest na tyle daleko, że zajęło nam to prawie godzinę. Rozpoczęliśmy parę dni temu, a w zasadzie wznowiliśmy po zimie bieganie. O 19:00 więc ruszyliśmy na stałą trasę biegową. Basia znowu musi się rozbiegać. W tej chwili biegnie co dzień trochę ponad półtorej kilometra. Ale tak jak poprzednio nie ma zmiłuj się. Konsekwentnie co dzień ruszamy. Zajmuje nam to dosłownie 1-15 min. Jednak w pierwszy dzień wiosny pobiegłem sobie sam troszkę dalej. W sumie przebiegłem około 8 kilometrów. Stałą trasą dookoła Rudawy. Staram się raz w tygodniu pobiec taką dłuższą trasą.
Komentarze