Praca

W nocy ciągle wyły syreny, strażak Konrad ciągle biegał po nocy gasić podpalone trawy. Zaczął się sezon na wypalanie. Strażacy mają zabawę, a zwierzęta i owady holokaust. O 5.25 jak to do pracy wstałem, spojrzałem na horyzont. Granatowo, a wieje jak za przeproszeniem w kieleckim na dworcu. Stwierdziłem, że rowerem to chyba nie ma sensu. Wsiadłem w samochód i dojechałem w 25 min do pracy. Jak wjeżdżałem do garażu, to pierwsze krople pojawiły się na szybie. Wszedłem na górę, patrzę za okno, a tu leje całkiem porządnie. Lało około 40 min. Zakładając, że wyruszyłbym rowerem o tej samej godzinie. Byłbym cały mokry. Potem dokładnie to samo stało się w drodze powrotnej. 10 min po tym jak dotarłem do domu zaczął padać deszcz. Zresztą deszcz to jeszcze nic. Dziś mocno wiało, choć teraz wiatr ucichł. Może jutro będzie lepszy dzień i dłuższy, bo o ile się nie mylę. Jutro jest przesunięcie czasu. Może wybiorę się na dłuższą wycieczkę. Nie zapowiadają deszczu. Chętnie bym wyciągnął Basię. Nie wiem czy da się namówić. We wtorek, a nie w poniedziałek zawozimy Mamę do szpitala. Tym razem, to umówiony zabieg. Będzie miała wszczepiony rozrusznik. Na szczęście takie urządzenia są bezobsługowe, bo była by ponowna gehenna. Stawiam, że wyjdzie w wielki piątek, lub dzień po świętach. Lub jak zwykle będzie wychodziła co dzień począwszy od końca świąt, no bo przecież zaplanowałem sobie urlop. To muszę go poświęcić dla mojej ukochanej Teściowej. Wypocznę sobie potem w pracy.

I tak mnie naszło. Robić coś dla kogoś jest znacznie łatwiej. Zawsze się udaje i ma się satysfakcję i poczucie dobrze spełnionej pracy czy obowiązku. Oczywiście przy założeniu, że chcemy to robić z własnej woli. Natomiast strasznie trudno jest zrobić coś dla siebie. Strasznie się wysilamy, aby uszczknąć z życia coś dla własnej przyjemności i zwykle się narobimy, a i tak nic z tego nie wychodzi. Czy może lepiej byłoby się nie wysilać, nie opierać. W końcu chodzi o poczucie szczęścia i nic więcej.

Komentarze

Anna Bucholc pisze…
Doskonale podsumowales kwestie 'wypalania'(przeczytalam na gos Bartkowi) - chociaz jak bylismy na rowerach w niedziele to pierwszy raz w zyciu zobaczylam tylu facetow z miotlami. Dla strazakow to naprawde ciezka praca jesli nie uzywaja sikawki.
Nomad pisze…
Tak, właśnie trawę gasi się takimi metalowymi miotłami. Kiedyś jak jeszcze Teść uprawiał pole, przyszło mu do głowy aby podpalić ściernisko. To jest coś niesamowitego. Nie da się tego opanować. Na szczęście obok sąsiad orał pole i szybko przyjechał przeorać drogę płomieniom.