Jednak nie pojechałem dziś do Wrocławia. Chciałem koniecznie zobaczyć niejako od wewnątrz pisany kod korekt kosztów przez zespół z Wrocławia. Chciałem też porozmawiać o strukturach danych. Niestety w sobotę i przez te dwa dni szkolenia namnożyło się strasznie spraw do załatwienia. No i wreszcie C. nie był tam jeszcze, a w samochodzie są cztery miejsca. Ustaliliśmy z K. że dziś nie pojadę. Ale to dobrze, dzięki temu mogłem coś zrobić na ogrodzie. Już wczoraj wyniosłem ze strychu wszystko co było do wywalenia z miejsca w którym chcę zrobić te regipsy. Wszystko puściłem z dymem. Głównie były to jakieś pudła po butach i inne takie. Parę dni temu zdecydowałem się na kupno nożyc do trawy. Tak się nazywają, ale zastosowanie ich jest bardzo szerokie. Już w tamtym roku nosiłem się z zakupem jakiegoś narzędzia ogrodowego, które pozwoliło by mi przycinać coraz większa ilość iglaków, a przede wszystkim wrzośców. W tamtym roku spędziłem na wiosnę dwa dni przy przycinaniu wrzośców. Jest ich chyba z pięćdziesiąt na ogrodzie. Robiłem to ręcznymi nożycami. Po pierwsze się blokują, a po drugie narobiłem sobie aż odcisków. Dziś tymi nożycami zrobiłem to w pół godziny. Są po pierwsze akumulatorowe. Szukałem z kablem, ale nie sposób takich kupić. Te mają akumulator działający 100 min. Ładuje się 3 godziny. Zapewniono mnie, że akumulator ma żywotność około 10 lat. W ostateczności jak wysiądzie jakoś przerobię go aby działał np z zasilacza. W końcu jestem elektronik. Akumulator to 60% ceny tych nożyc i wymiana tylko w serwisie. Po drugie nożyce mają trzy ostrza. Jedno długie, takie do przycinania iglaków. Już wymyśliłem wiele zastosowań do nich łącznie z przycinaniem truskawek na jesieni. Też cały dzień musiałem na to poświęcić. Zaczęła się wiosna i zaczęły się prace ogrodowe. Fajnie, ale jak zwykle na sobotę zapowiadają deszcz. Wygląda na to, że pojadę do pracy. Jak rano nie będzie padało zaryzykuje rower. Jak będzie padało samochód.
Wczoraj około 23:00 Konrad zobaczył, że świeci się światło przy garażu. Wyszedłem i od razu pod drzwiami u Mamy zobaczyłem, że ktoś stoi. Tam niestety nie ma światła z czujką. W pierwszym momencie myślałem, że to S. tym bardziej, że powiedział cześć i, że przyszedł do Babci na herbatkę. Jednak z głosu coś mi nie pasowało. Powiedziałem, aby zaczekał, pójdę zaświecić i otworzyć dołem. Wychodzę, patrzę, a tu stoi jakiś nieznajomy facet w ubraniu robotnika budowlanego i dalej swoje, że on do starszej pani na herbatkę. Zobaczyłem też, że jest pijany. Oczywiście stanowczo powiedziałem, że go nie wpuszczę i poprosiłem o opuszczenie posesji. Niechętnie to przyjął. Po krótkich negocjacjach powiedziałem, że jeśli nie wyjdzie zadzwonię na policję. Niestety nie bardzo do niego docierało co mówię. Wziąłem go więc pod ramię i stanowczo zacząłem go prowadzić do bramki. Nie stawiał zbytnio oporu. Wyprowadziłem go za bramkę i jeszcze po krótkiej bełkotliwej rozmowie wreszcie sobie poszedł. Niestety brama garażowa mimo, że zamykana na klucz. Z łatwością po szarpnięciu daje się otworzyć. Dziś wyniosłem z niego wszystkie narzędzia ogrodowe prócz kosiarki. Nie mogę zamykać bramki, bo rano czasami przychodzą do Mamy sąsiadki. Będę musiał w końcu zająć się podjazdem i bramą. Zrobię wtedy domofon. Ale podejrzewam, że naciśnięcie przycisku aby otworzyć bramę stanie się przeszkodą nie do pokonania.
Wczoraj około 23:00 Konrad zobaczył, że świeci się światło przy garażu. Wyszedłem i od razu pod drzwiami u Mamy zobaczyłem, że ktoś stoi. Tam niestety nie ma światła z czujką. W pierwszym momencie myślałem, że to S. tym bardziej, że powiedział cześć i, że przyszedł do Babci na herbatkę. Jednak z głosu coś mi nie pasowało. Powiedziałem, aby zaczekał, pójdę zaświecić i otworzyć dołem. Wychodzę, patrzę, a tu stoi jakiś nieznajomy facet w ubraniu robotnika budowlanego i dalej swoje, że on do starszej pani na herbatkę. Zobaczyłem też, że jest pijany. Oczywiście stanowczo powiedziałem, że go nie wpuszczę i poprosiłem o opuszczenie posesji. Niechętnie to przyjął. Po krótkich negocjacjach powiedziałem, że jeśli nie wyjdzie zadzwonię na policję. Niestety nie bardzo do niego docierało co mówię. Wziąłem go więc pod ramię i stanowczo zacząłem go prowadzić do bramki. Nie stawiał zbytnio oporu. Wyprowadziłem go za bramkę i jeszcze po krótkiej bełkotliwej rozmowie wreszcie sobie poszedł. Niestety brama garażowa mimo, że zamykana na klucz. Z łatwością po szarpnięciu daje się otworzyć. Dziś wyniosłem z niego wszystkie narzędzia ogrodowe prócz kosiarki. Nie mogę zamykać bramki, bo rano czasami przychodzą do Mamy sąsiadki. Będę musiał w końcu zająć się podjazdem i bramą. Zrobię wtedy domofon. Ale podejrzewam, że naciśnięcie przycisku aby otworzyć bramę stanie się przeszkodą nie do pokonania.
Komentarze