Niby wiosna

Niby zaczęła się wiosna, no i co jak zimno, pochmurno i deszczowo. Ładna pogoda jest tylko wtedy gdy siedzę w pracy. Ale nie poddaje się. Co prawda w sobotę do pracy pojechałem samochodem. Za to dziś, skoro dłuższy dzień skoro świt. Wyruszyłem na rower. No powiedzmy po kościele około 11:10 A propos kościoła, dziś na mszy było czytanie Męki Pańskiej, chyba tak to się nazywa. Jezusem był ksiądz staruszek, i dwóch lektorów. Jeden, to narrator, a drugi od czasu do czasu się włączał i odgrywał Heroda i Piłata, tudzież lud. Miał naprawdę niewiele do czytania. I czytał mniej więcej pięć słów na minutę. Cały czas patrzył w tekst. Miał więc czas na przeczytanie kilkakrotnie przed swoją kwestią. Był to chłopak około 15 lat. Tragedia. On nie czytał, a dukał. To nie była trema, on po prostu nie umiał czytać. Nie był upośledzony. Proboszcz ciągle na niego zerkał. Pamiętam jeszcze mojego Teścia, czasami zdarzało mu się czytać coś w gazecie teściowej na głos. Tak samo, tyle że on teraz miałby 70 lat, a i prosty człowiek - górnik. Ale ten chłopak, żyje w 21 wieku. Dobra wróćmy do roweru. Wybrałem się znowu w okolice Alwerni, ale znacznie przed nią skręciłem w Las Orlej. Wydawało się, że już trochę wyschły ścieżki. Nie myliłem się. Jedynie w dosłownie kilku miejscach było trochę wody. Po prostu ścieżka była mokra. Nie żadne błoto. Z Lasu Orlej pojechałem przez Las Kosiarz prosto do Lasu Czarnego potem przez Kajasówkę do Zimnego Dołu i wróciłem do domu. Jak zjechałem z Kajasówki do głównej drogi, zjechałem prosto na stację benzynową. Poniekąd po paliwo. Stanąłem chwilę na popas i pomyślałem sobie, że podłączę moją "potwornice" do palmtopa. Jemu też paliwo się należy. Wyjmując z kieszeni upadła mi na ziemię. Podłączyłem i cisza. Jakiś lut puścił? No to trzeba mieć pecha. Na szczęście miałem zapasowy akumulatorek. A w domu mam drugą potwornicę. Muszę zobaczyć co się stało. Upadła już z założonymi bateriami, więc upadek na beton z półtorej metra jest dość mocny. Dziś oprócz GPS jeszcze cały czas słuchałem sobie "Duma i uprzedzenie" Postanowiłem wykorzystać po dwakroć ten czas. Toż to trzy godziny słuchania. Z drugiej strony jednak nie wiem czy będę tak robił. Nie słyszę lasu. Odgłosów świata. Niby na jedno ucho słucham. Ale umyka śpiew ptaków, szelest liści...


Trasa rowerowa 425373 - powered by Bikemap 

Za autostradą miałem jeszcze ochotę pojechać czerwonym rowerowym, aż na Kleszczów. Ale wyszło piękne słońce i postanowiłem namówić Basię na spacer. Niestety zanim dojechałem do domu, zachmurzyło się i zaczęło padać. Nici ze spaceru. Pojechaliśmy więc po chleb samochodem. Takie to początki wiosny mamy. Ale Niedługo urlop. I ma być pozytywnie i ciepło!

Komentarze