Co inni powiedzą, jak wypadnę?

Wczoraj i dziś byłem na szkoleniu: "Efektywne zarządzanie pracownikami" Skoro mam ciągnąć tą farsę dalej, to czemu nie. Miałem nadzieję dowiedzieć się tam jak to robić nie mając zupełnie na to czasu. Tego akurat się nie dowiedziałem. Szkolenie było przeplatane ogromną ilością ćwiczeń i testów. Co ciekawe z testów wynikło, że nadaje się na charyzmatycznego przywódce. Jestem bardziej typem lidera za którym pójdą inni niż szefem i mam silną osobowość. No tylko, że ja nie chcę. To jest pewien problem. Z drugiej strony to jak się zastanowię może tak cząstka mnie chce. Może jednak tak podświadomie to bym chciał. Wczoraj znowu byłem bliski decyzji porozmawiania o mojej rezygnacji z całej tej farsy. Dziś mi przeszło. Z drugiej jednak strony dowiedziałem się na tym szkoleniu, że inni również piastują takie fikcyjne stanowiska. Ta firma ma na tym szczeblu taki styl zarządzania. Kierownicy nazywają się kierownikami i na tym ich rola się kończy. I tak muszą robić to co do tej pory robili. Więc nie mają czasu na żadne kierownictwo, które w zasadzie nie jest potrzebne. Zadania i cele są i tak wyznaczane ponad nimi - odgórnie. A i pracownicy doskonale wiedzą co mają sami robić. Dziwny to model i nie wiedzieć czemu ma służyć. Są dyrektorzy i osoby, nie kierownicze, które wyznaczają poszczególne zadania pracownikom kierowników. Choć w zasadzie nawet nie oni wyznaczają te zadania. Zadania przydzielają się same poprzez treść. Wiadomo kto będzie realizował daną funkcjonalność, no bo się tym zajmuje. Kierownik zwykle jako lider i ten najbardziej doświadczony ma największą funkcjonalność pod opieką więc musi ją też zrealizować. Nie bardzo może delegować te zadania, bo jego pracownicy też mają pracy na 14 godzin dziennie.

Szkolenia były od 9:00 rano. Ja i tak przychodzę o 6:30 Dziś zastałem siedem maili z prośbą o pomoc, zbadanie problemu, w tym dwa o zdebugowanie bazy. Na dwa do dziewiątej odpowiedziałem. Na jeden zadałem pytanie uzupełniające. Dwa udało mi się delegować! A dwa z obczajeniem bazy muszą poczekać. Wymagają kilku godzin pracy każdy.

Samo szkolenie bardzo fajne, można naprawdę dużo wiedzy praktycznej z niego wynieść. Dowiedziałem się ze zdziwieniem z tych szkoleń też czegoś o mojej nowej postawie. Od pewnego czasu zauważyłem u siebie jakąś taką dziwną nowość. Z premedytacją stawiam się w sytuacjach stresowych. Jakbym chciał światu powiedzieć: "No przywal mi, przywal" "Tylko na to cię stać?" Nie szukam łatwych wyjść, tylko biorę byka za rogi. Jakbym wiedział, że i tak z problemem będę się musiał zmierzyć. Więc lepiej zrobić to teraz z własnej woli. I tak na szkoleniu nie wiem co mną powodowało, ale wyrywałem się na ochotnika do każdej prawie odgrywanej scenki. Nawet jak nie wiedziałem na czym będzie polegało ćwiczenie. Zachowywałem się jak samobójca czy królik doświadczalny. "Ja chce, ja" "Wybierz mnie" I tak na początku przeprowadzałem rozmowy kwalifikacyjne i tworzyłem zespół składający się z pięciu ludzi. Potem delegowałem zadania. Miałem delegować jedno, a mnie coś podkusiło i aż trzy różne. Potem przeprowadzałem trudną rozmowę z pracownikiem który publicznie mnie skrytykował i poniżył. Nawet czytałem jakieś teksty które potem omawialiśmy. Zwykle, dawniej jak prowadzący szkolenie szukał ochotników, to jak wszyscy chowałem się za innymi, względnie za dystrybutorem z wodą. Dziś zgłosiłem się sam z własnej woli do czterech zadań. Byłem jedynym samoistnym ochotnikiem. Reszta była po prostu wyznaczana. A najgorsze jest to, że podobało mi się to, że zgłaszam się i na poczekaniu pocę się i wymyślam jakieś hipotetyczne sytuacje. Dawniej bym chyba słowa nie wydobył, tylko patrzył jak tu szybko się wywinąć. A ja dziś, czy wczoraj brnąłem i zagłębiałem się coraz bardziej w dane zadanie. Zauważyłem taką zmianę u siebie już jakiś rok temu. Od dłuższego czasu jak tyko pojawia się pytanie czy ktoś będzie na spotkaniu centrum (zwykle to jest kilkadziesiąt osób na wielkiej sali z rzutnikiem) coś prezentował, to od razu szukam co by tu pokazać. Wcale nie stresuje mnie taka widownia. Nawet odczuwam pewną satysfakcję z interakcji ze słuchaczami. Ale wczoraj i dziś to już było apogeum. Jestem doprawdy przerażony swoją postawą. Lubię się bawić żyletkami. A najlepsze, że wcale się nie pociąłem. Nie zauważam, że się głupio zachowałem, czy coś głupio palnąłem, Czy odniosłem sukces w tym zadaniu, czy oponent mnie pokonał. Nie oceniam się podczas wystąpienia. Po prostu samo wystąpienie jest wystarczającym powodem do satysfakcji. Nie ważne jak się potoczyło. Na koniec, dziś dostałem od trenerki indywidualne podziękowania za aktywność na szkoleniu. I teraz marzy mi się kolejne szkolenie na którym na każde... "Czy ktoś na ochotnika..." Ja już będę miał rękę w górze. Jednym słowem postawa "pieprzyć to, pieprzyć wszystko" w takim wydaniu i tak rozumiana sprawdza się! Niech się dzieje co chce, zobaczymy co z tego wyniknie. Byle się działo, byle było ciekawie. Od tego się nie umiera.

Komentarze

recoleta pisze…
Zupełnie na marginesie, ale hasło "zarządzanie..." mnie sprowokowało. Jestem osoba skrajnie nonkonformistyczną, niedającą się zamknąć w jakichkolwiek ramach, upartą, mającą własne zdanie i niebojącą się go głośno wyrażać... dlatego wszyscy szefowie zawsze mieli ze mną nielichy problem. Sama nie nadaje się na stanowisko kierownicze i nie muszę robić żadnych testów, żeby się o tym przekonać. Zresztą nie jest to mi do niczego potrzebne, wolę być sobie sterem, statkiem i żeglarzem. Ale bardzo cenię sobie profesjonalizm i pracę zgodnie ze swoimi zdolnościami i kwalifikacjami. Niestety, na co dzień muszę borykać się z nieprawdopodobnym brakiem profesjonalizmu u osób zajmujących kierownicze stanowiska, a nawet amatorszczyzną na poziomie gimnazjum, brakiem kwalifikacji i jakiejkolwiek wiedzy w temacie. Jednak wszystkie te osoby mają za sobą studia o tematyce zarządzania zasobami ludzkimi (to już samo w sobie brzmi strasznie!). Jestem człowiekiem starej daty, nie lubię jak ktoś bezmyślnie mną zarządza, wolę człowieka, który będzie dla mnie przykładem, autorytetem, od którego będę się uczyła i stawała się lepsza w tym, co robię. Nie wierzę w żadne kursy i szkolenia w tym temacie. Takich rzeczy nie da się nauczyć na kilkugodzinnym szkoleniu. Osobiście uważam, że wszystkie te szkolenia to strata czasu i kompletna bzdura.
Nomad pisze…
Mimo tego, że ze mnie zarozumialec. Nie uważam, że już wszystko wiem. Chętnie się czegoś nowego nauczę. Ja się staram zawsze nastawić pozytywnie. Miałem to szczęście zwykle, że na takich szkoleniach czy kursach trafiałem na znakomitych trenerów. Tak samo z moimi przełożonymi, przynajmniej bezpośrednimi. Zwykle to moi koledzy którzy z czasem awansowali. Bardzo ich szanuję i cenię. Nie każdy nadaje się do "rządzenia" i nie powinien się tam pchać. Skoro jednak przyszło mi zjeść tą żabę, a czuję, że jestem to winien moim podwładnym. W tych niewielu chwilach w których muszę jednak spełnić tą rolę chcę ją pełnić tak, aby nikogo nie skrzywdzić swym brakiem kompetencji. Stąd wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję do poszerzenia swych horyzontów.
marko pisze…
Na temat zarzadzana powstalo zapewne setki teorii i opracowan ksiazkowych, tutaj nie ma jednolitych wzorcow, ostatecznie tez nie koniec z pomyslami w tym kierunku nikt tez nie ma gotowego przepisu na sukces, czasem wystarczy ze ma sie dobry pomysl z ktorym nalezy trafic w odpowiedni moment!!!