Bierność

No i znowu wyjście ze szpitala przesunięte. Na domiar złego podobno dostała zapalenia płuc. Podobno tak bywa od samego leżenia jeśli organizm jest już niewydolny. Zmusiliśmy U. do wybrania się wczoraj. Choć jeden dzień Basia chciała odpocząć od szpitala. Zresztą trudno się tak co dzień zwalniać z pracy. Oczywiście lekarze są najwyżej do 14-15 U. jest na wolnym, no to chyba może poświęcić Matce godzinę swego bezcennego czasu. No ale można się było spodziewać, zamiast się dowiedzieć czegoś konkretnego, to oczywiście wprowadziła niepewność i zamęt. Wszystko co przekazała Basi po rozmowie z lekarzem, to wszystkie zdania zaczynające się od podobno i chyba. Zapomniała co lekarz jej powiedział czy nie zrozumiała? Nie mam siły już. Basia znowu roztrzęsiona i gada tylko o Mamie. Jutro musi pojechać i się coś dowiedzieć. Trudno tak żyć. Trwa to już 10 lat. To jest dla mnie niepojęte, jak można być tak bierną osobą jak Mama i nie interesować się swoim własnym losem. Dokładnie tak samo było 10 lat temu, nawet nie interesowała się kiedy i do jakiego lekarza ma pojechać na następny raz. Przecież jak bym się dowiedział, że jestem chory, że mam cukrzycę, no to jakoś bym się zainteresował. Co mam dalej robić, jakie leki brać, do jakiego lekarza. Mama nic. Po prostu przyjęła do wiadomości. A zresztą tak samo było jak dowiedziała się, że mąż umiera. Przyjęła do wiadomości, zresztą on też. Ja nawet w różnych poszukiwaniach metod leczenia i dania nadziei znalazłem jakieś cudowne zioła, które trzeba było faksem zamawiać z Indii. Gdzie tacy ludzie się rodzą i jakie uwarunkowania społeczne muszą być spełnione. Tak samo reaguje na otaczający świat Szarik. Jak go coś uwiera w zad to się przesuwa dalej. Podobna reakcja jest z resztą rodziny. Parę dni temu spotkaliśmy A. w sklepie. Basia go zawołała i mówi: Mama jest w szpitalu. Kiwnął głową i poszedł dalej. Basia zawołała: a nie chcesz wiedzieć w jakim? No to się wrócił. A Mama co dzień pyta czy przyjdzie. Na początku choroby Mamy, dwa tygodnie Basia i Ja na zmianę robiliśmy zastrzyki z insuliny. Problemem nie do pokonania stało się nakręcenie sprężyny w "Penie" Aż się okazało, że trzeba też zrobić sobie zastrzyk pod naszą nieobecność. Pomogło dopiero jak nakrzyczałem i postawiłem ultimatum. Potem jak trafiła na wózek inwalidzki okazało się, że nie potrafi nim jeździć. Jak chciała wyjechać zza stołu w kuchni i pojechać do pokoju, to nas wołała. Najgorzej było w nocy. Trzy cztery razy do łazienki. Basia do dziś się budzi na każdy lekki szmer w nocy. Jak zacząłem zasypiać siedząc w pracy zagroziłem, że trafi do zakładu opieki jeśli w ciągu dwóch tygodni nie nauczy się zajechać samodzielnie wózkiem do łazienki. W ciągu jednego dnia pojechała sama. Pomaga tylko groźba. Jak mówiliśmy lekarce, że Mama nie potrafi jeździć na wózku, to rozłożyła ręce i stwierdziła, że jest to niemożliwe. Jest w pełni sprawna ma silne ręce nic nie stoi na przeszkodzie. Wszelkie plany tegorocznych zimowych ferii legły w gruzach. W sobotę wybieraliśmy się na narty. U. przekazała wiadomość, że chyba w sobotę wyjdzie. Znowu chyba. Zdaje się, że Dick miał taką chorobę - potrzebę pisania. Ja też? Najgorsze jest dla faceta w życiu chyba to, że postawią przed nim problem, którego rozwiązanie w zasadzie nie jest w jego gestii. Bo zależne od reakcji i zachowania innych. Pierwszym takim problemem była choroba Teścia po raz pierwszy nie miałem wpływu na bieg wydarzeń, a od dziesięciu lat jest problem ochrony Basi przed otaczającym ją światem i problemami związanymi z Mamą. Wszelkie rozwiązania jakie przychodzą do głowy to krzywdzenie innych. Jak to przeżyjemy, to zostaniemy niezniszczalnymi Tytanami. Jak to przeżyjemy... Nie jestem w stanie Basi wytłumaczyć i wyperswadować tego, że nie ma wpływu na chorobę i zachowanie Mamy. Musi się po prostu do tego przyzwyczaić, przyjąć do wiadomości i zacząć żyć trochę obok tego. Po prostu zacząć żyć własnym życiem, nie Mamy. Nadal może się nią opiekować, ale nie może całego swojego życia podporządkować tylko temu jednemu problemowi. Musi znaleźć czas dla siebie w tym wszystkim. Mama nie będzie młodsza i zdrowsza, tylko odwrotnie. Musi się z tym pogodzić. Tym bardziej, że Mama kompletnie ignoruje swój stan i liczy się dla niej tylko i wyłącznie kolejny odcinek Mody na Sukces. Ojej jak to pisanie jednak pomaga. W końcu po to tego bloga zacząłem, jako element terapii. Szkoda, że Basia tak nie potrafi. Też byłaby niezniszczalna. A potem żyli by długo i szczęśliwie.

Komentarze

Unknown pisze…
Jakbym czytała o mojej babci. Jak zaniemogła dwa lata temu, bo w jej mózgu obumarły od nieużywania komórki, to zapomniała, jak się chodzi. I co było dla mnie niepojęte - oczekiwała, żeby wszystko - ale to wszystko koło niej robić! Jakbyśmy się dali, to by kazała się karmić. Długa historia, ale clou jest takie, że w głowie się nie mieści taka bierna postawa i roszczenie do innych, aby ją niańczyć.
Na wózek to nawet wsiadać nie chciała, o nauczeniu się jeździć nie ma mowy. Całe dnie spędza w łóżku i coraz bardziej demencieje... I nas przeraża, jak szybko można odrywać się od rzeczywistości.
Może to jest kwestia pewnej filozofii tego pokolenia? Wiekowo pewnie są zbliżone. A może to taki typ podchodzenia do życia?
Ale nie tylko Ciebie to zdumiewa. I frustruje.