Biegi czas wznowić!

Wygląda na to, że zaczyna się wiosna. Przyjechałem do domu i od razu poszedłem na ogród. Odwinąłem wszystkie krzewy łącznie z magnoliami z agrowłókniny. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mróz. Na magnolii są malutkie pączki. Zaczęły wychodzić nawet kwiatki przed balkonem i przed tarasem. Widać im już łebki. Jak nie przyjdzie mróz to za tydzień powinny być już ładnie rozwinięte. Na wszelki wypadek muszę jutro kupić worek kory. Jak się zrobi zimno, to je przysypię korą. Chciałem też wrócić do prac strychowych, ale trzeba sprzątnąć z tego miejsca parę rzeczy, wywieźć na koniec ogrodu i spalić na stosie ofiarnym. Jednak ogród jest na razie strasznie grząski. Chodzi się jak po torfowisku. Muszę odczekać jeszcze z tydzień.

Wyszło zarządzenie w pracy, że każdy jest zobowiązany do przyjścia do pracy w dwie soboty do końca kwietnia. Można je będzie odebrać do końca lipca. Nie podobają mi się takie zarządzenia, ale z drugiej strony przyszedłbym chętnie w więcej sobót teraz aby potem mieć wolne. Planuję w tym roku kilkudniowe wypady rowerowe. Wolne dni w piątki będą jak znalazł. W zasadzie we czwartek po pracy mógłbym wyruszać. Do Wadowic jestem w stanie dojechać w pięć godzin, a tam jest pole namiotowe. Dzięki temu można w piątek z samego rana ruszyć w Beskid. Mam tu na myśli oczywiście rower. Wracając do pracy. W poniedziałek i we wtorek mam szkolenie "Efektywne zarządzanie pracownikami" Jutro z samego rana telekonferencja skaypowa z pracownikami we Wrocławiu na temat generowania dokumentów. We środę do fryzjera, we czwartek do Wrocławia. Jutro "Alicja w krainie czarów" wreszcie udało mi się zarezerwować rozsądne miejsca w IMax. Cały następny tydzień zajęty na full.

A dziś rozpoczęliśmy ponownie biegi. O 19:00 było 9 stopni. Z Basią 2 km, a potem jeszcze do Rudawy i z powrotem. Ciężko mi się biegło, ale dopiero teraz sobie uświadomiłem, że przecież we wtorek oddawałem płytki. W sumie po płytkach to jedynie na drugi dzień odczuwam taki dyskomfort jakby mnie tak jakoś wszystko wewnątrz bolało. Po oddaniu krwi natomiast mam przez kilka dni taki deficyt tlenowy. Szybko dostaje zadyszki. Kiedyś dwa dni po oddaniu krwi poszedłem jeździć na Kasprowy. Nigdy się nie skalałem wyjazdem kolejką. Zawsze wychodzę do krzesełka pieszo. Spotkałem kolegę po drodze i narzucił takie tempo, że chyba w czterdzieści minut wyszliśmy z Kuźnic. Myślałem, że wypluje wtedy płuca.


Trasa do biegania 415001 - powered by Runmap 

Komentarze