Autor Widmo

Wybraliśmy się wczoraj na ten film. Przed filmem mieliśmy prawie półtorej godziny czasu. Chcieliśmy iść na jakąś dobrą kawę, posiedzieć i pogadać. Wcześniej jeszcze poszliśmy do Apartu - pooglądać. Jak tak człowiek popatrzy sobie na ładne rzeczy, to od razu mu się jakoś tak lżej na duszy robi. Wbrew pozorom są tam nie tylko diamenty dla bogaczy i zegarki droższe od samochodu. Basia kiedyś kupiła sobie tam bardzo ładne srebrne kolczyki za niewiele ponad sto złotych. Kolczyki są z onyksem, piękny czarny kamień. Wyszliśmy z Apartu pozytywnie nastawieni do świata i od razu spotkaliśmy Piotra z Anią. Szli do kina na ten nowy film Machulskiego. Na podobną godzinę jak my. Zaproponowaliśmy im kawę. Posiedzieliśmy do seansu. Fajne to spotkanie. Najbardziej ucieszyło Basię. Ostatnio jakoś tak znajomi w ogóle nie mają czasu i trudno się z kimś spotkać. Basia to bardzo towarzyska osoba. Brakuje jej tego. Ostatnio nawet na imieniny trudno kogoś zaprosić. Nikt nigdy nie ma czasu. Strasznie ludzie są zapracowani. Jadą na 9:00 do pracy, bo muszą się wyspać i wracają na dwudziestą nierzadko przynosząc jeszcze pracę do domu.

A film? No fajny, choć z początku trochę przegadany. W ogóle zaczął się tym, że napisy były schowane pod ekran. Ledwo wystawały. Kino zaczęło się burzyć. Ktoś w końcu poszedł po obsługę. Po pięciu minutach hałasów widowni film przerwano. Zrobiło się dziesięć minut przerwy. Film został wznowiony i już można było oglądać bez przeszkód. Kiedyś też byliśmy na seansie który zaczął się nieostro. Ludzie zrobili hałas i poprawiono ostrość po paru minutach. Muszę sobie wreszcie poszukać i zapisać numery telefonów do kin. Wtedy z widowni można zadzwonić do obsługi. No ale miało być o filmie. Tak jak mówiłem z początku trochę przegadany. Ale dialogi mimo wszystko zajmujące. Co prawda straszne zmęczenie mnie ogarnęło na filmie tak w połowie. Nie wiem czy to pogoda, czy scenariusz filmu. Jest to opowieść o byłym premierze Wielkiej Brytanii. Nazwisko oczywiście zmienione na Adam Lang. Gra go Pierce Brosnan Pisze on swoje wspomnienia. Oczywiście jako nie pisarz musi wynająć zawodowego pisarza, który przepisze mu te wspomnienia i ułoży w jakąś wspólną całość. Pierwszy taki ghostwriter, bo tak ich się nazywa ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ten zaczyna powoli odkrywać pewien sekret, ale zakończenie filmu jest bardzo zaskakujące, choć muszę przyznać, że na dwie minuty przed wyjaśnieniem je odkryłem, mam światka - Basię. Są oczywiście filmy w których ma się wrażenie, że wszyscy oprócz aktorów wiedzą o co chodzi. A ludzie z widowni niemal krzyczą, patrz w tę stronę! Aktor z ekranu zdaje się udawać, że nie widzie, nie słyszy. Ten film zakrywa tajemnicę prawie do końca, a te ostatnie dwie minuty dają satysfakcję widzowi, że jest tak błyskotliwy, że odkrył ją wcześniej niż bohater. To dobry film jeśli takie w istocie było zamierzenie reżysera.

Komentarze

marko pisze…
Taka rzeczywistosc ze o wolny czas coraz trudniej, czesto tez bywa ze trudno cos wczesniej zaplanowac, przyjazn jak na lekarstwo! moze tym bardziej sobie to cenimy!!!
Unknown pisze…
Mi też się ten film podobał, chociaż to zakończenie to aż poderwało mnie w fotelu!
Tylko ten brak czołówki mnie trochę zwiódł, literki się tu raczej nie schowały pod ekran...:)
recoleta pisze…
Podobał mi się film, świetny klimat, gęstniejąca atmosfera zwiastująca, że zaraz coś się wydarzy. Żadnych zbędnych słów, dominacja szumu morza, wiatru, deszczu... Obraz naprawdę świetny. Ale... jak zwykle Polański nieco spartolił zakończenie. No bo chyba każdy się w pewnym momencie zaczął domyślać zakończenia. Z tymi zakończeniami to Polański ma naprawdę problem. Aczkolwiek... przecież nic tak do końca nie jest jasne... Przecież nie wiadomo, co się stało z kartkami rozsypanymi na ulicy, czy zostały zebrane, a sprawa ujawniona? Czy w ostateczności pisarz był anonimową ofiarą? A może poświęcił życie dla prawdy? Chyba Polański odpowiedź pozostawił widzom, żeby sobie sami wybrali zakończenie. Może to i dobrze, lubię takie dzieła otwarte, bo wtedy, po zakończeniu projekcji, człowiek jeszcze długo powraca myślami do filmu, zastanawia się nad zakończeniem, a dzieło żyje. Generalnie film oceniam w skali szkolnej - sześciostopniowej na pięć.