Obiecaliśmy sobie, że co piątek po pracy będziemy chodzili do kina lub do jakiejś knajpki. Mój plan jest tak aby Basię na koniec tygodnia prze soboto-niedzielą odstresować od pracy i problemów z Mamą. Niestety piątek w tym tygodniu był jedynym dniem w którym Konrad miał czas iść złożyć dokumenty o nowy paszport. Nie ma jeszcze 18 lat więc wymagani są oboje rodziców. Potrzebny mu jest na kwiecień. Wyjazd pod Paryż na wspinaczkę.
Przy okazji nam też kończy się ważność paszportów. Złożyliśmy dokumenty wszyscy. Teraz już nie mogę bezkarnie okradać banków, pobrali mi odciski palców. Śmialiśmy się z Basi, że ona to nawet odciski ma słabe. Musiała złożyć z kciuków. Ze wskazujących były nieczytelne. Ma spracowane ręce. Prace domowe, pranie sprzątanie, mycie naczyń. Ręce się niszczą. Czasami nie doceniam ile Basia pracy wkłada w dom. Tak więc w piątek nie byliśmy w stanie iść się rozerwać. W sobotę za to zarezerwowałem bilety na 15:45. Basia wykąpała Mamę przezornie w piątek wieczorem, aby w sobotę nie mieć już żadnych obowiązków. Abyśmy mogli sobie pozwolić na nieskrępowany pobyt w Krakowie do której chcemy. Pojechaliśmy do kina na "W chmurach" początkowo chciałem iść na "Autor widmo" Ale w recenzji przeczytałem, że na filmie się mordują jak zwykle. Ostatnio nie mogę oglądać takich filmów. Przejadły mi się sensacje, wybuchy i mordobicia.
Film "W chmurach" opowiada o samotności, o relacjach między ludzkich, o tendencji do traktowania ludzi przedmiotowo. To jakieś ostatnie moje przekleństwo. Główny bohater jeździ po całym kraju i zwalnia ludzi na polecenie tchórzliwych szefów. Młoda dynamiczna pracownica wymyśla sposób jak robić to taniej. Czyli przez internet, nie osobiście. Sama też zwalnia się potem SMS-em. Pamiętam czasy jak moja koleżanka krytykowała mnie, że piszę list w edytorze tekstu i drukuję go. Nie piszę odręcznie. Dziesięć lat później dostałem od niej życzenia SMS-em. Może jestem staroświecki, ale nie odpowiadam na życzenia świąteczne wysyłane SMS-ami w dodatku seryjnie do wszystkich z kontaktów. Ciekaw jestem kiedy w programach kontaktów będą opcje "wyślij automatycznie życzenia na święta/urodziny/imieniny"
Po kinie poszliśmy na czekoladę belgijską do Mont Blanc. Niestety mimo, że kupiłem gorzką czekoladę, była obrzydliwie słodka. Wybrałem z chili. Basia wzięła z rumem, też była słodka. Wypiliśmy jedynie po połowie i daliśmy sobie spokój. My z Basią w ogóle nie słodzimy, ani herbaty, ani kawy. Zawsze zapominam powiedzieć w kawiarni - bez cukru. Potem nie możemy wypić. Po czekoladzie wstąpiliśmy jeszcze do empiku. Skończyłem czytać jakiś czas temu "Długi Marsz" Muszę w końcu zrobić z tego notkę na mojej stronie. W empiku kupiłem Książkę-Album. Zostają góry. Piotra Morawskiego. Zmarłego tragicznie himalaisty. Są to jego teksty artykułów z wielu czasopism branżowych, w tym i z "Gór" Są też w albumie notatki z jego pamiętnika i wiele wspaniałych zdjęć. Cały dochód z książki przeznaczony jest dla rodziny. Będę miał co czytać przez kilka tygodni. Po woli też kończę słuchać Anna Karenina.
Przy okazji nam też kończy się ważność paszportów. Złożyliśmy dokumenty wszyscy. Teraz już nie mogę bezkarnie okradać banków, pobrali mi odciski palców. Śmialiśmy się z Basi, że ona to nawet odciski ma słabe. Musiała złożyć z kciuków. Ze wskazujących były nieczytelne. Ma spracowane ręce. Prace domowe, pranie sprzątanie, mycie naczyń. Ręce się niszczą. Czasami nie doceniam ile Basia pracy wkłada w dom. Tak więc w piątek nie byliśmy w stanie iść się rozerwać. W sobotę za to zarezerwowałem bilety na 15:45. Basia wykąpała Mamę przezornie w piątek wieczorem, aby w sobotę nie mieć już żadnych obowiązków. Abyśmy mogli sobie pozwolić na nieskrępowany pobyt w Krakowie do której chcemy. Pojechaliśmy do kina na "W chmurach" początkowo chciałem iść na "Autor widmo" Ale w recenzji przeczytałem, że na filmie się mordują jak zwykle. Ostatnio nie mogę oglądać takich filmów. Przejadły mi się sensacje, wybuchy i mordobicia.Film "W chmurach" opowiada o samotności, o relacjach między ludzkich, o tendencji do traktowania ludzi przedmiotowo. To jakieś ostatnie moje przekleństwo. Główny bohater jeździ po całym kraju i zwalnia ludzi na polecenie tchórzliwych szefów. Młoda dynamiczna pracownica wymyśla sposób jak robić to taniej. Czyli przez internet, nie osobiście. Sama też zwalnia się potem SMS-em. Pamiętam czasy jak moja koleżanka krytykowała mnie, że piszę list w edytorze tekstu i drukuję go. Nie piszę odręcznie. Dziesięć lat później dostałem od niej życzenia SMS-em. Może jestem staroświecki, ale nie odpowiadam na życzenia świąteczne wysyłane SMS-ami w dodatku seryjnie do wszystkich z kontaktów. Ciekaw jestem kiedy w programach kontaktów będą opcje "wyślij automatycznie życzenia na święta/urodziny/imieniny"
Po kinie poszliśmy na czekoladę belgijską do Mont Blanc. Niestety mimo, że kupiłem gorzką czekoladę, była obrzydliwie słodka. Wybrałem z chili. Basia wzięła z rumem, też była słodka. Wypiliśmy jedynie po połowie i daliśmy sobie spokój. My z Basią w ogóle nie słodzimy, ani herbaty, ani kawy. Zawsze zapominam powiedzieć w kawiarni - bez cukru. Potem nie możemy wypić. Po czekoladzie wstąpiliśmy jeszcze do empiku. Skończyłem czytać jakiś czas temu "Długi Marsz" Muszę w końcu zrobić z tego notkę na mojej stronie. W empiku kupiłem Książkę-Album. Zostają góry. Piotra Morawskiego. Zmarłego tragicznie himalaisty. Są to jego teksty artykułów z wielu czasopism branżowych, w tym i z "Gór" Są też w albumie notatki z jego pamiętnika i wiele wspaniałych zdjęć. Cały dochód z książki przeznaczony jest dla rodziny. Będę miał co czytać przez kilka tygodni. Po woli też kończę słuchać Anna Karenina.
Komentarze