Szpital

Rano pojechaliśmy z rana zawieźć Mamę do szpitala. Trochę ten szpital inny niż wszystkie. Nowocześniejszy. Pielęgniarka podszepnęła, że na tym piętrze gdzie Mama trafiła, leczy elita tego szpitala. Zobaczymy. Okazuje się, że tutaj robią to tak, że we środę prawdopodobnie wyjdzie. W szpitalu spędziliśmy prawie dwie godziny. Ja na korytarzu. Przez ten czas przywieźli pacjenta z Chrzanowa i z Sandomierza. Byłem w Sandomierzu dwa razy. Przepiękne miasteczko. Nic rano nie jadłem. Byłem wściekle głodny. W sklepiku szpitalnym kupiłem sobie sok marchewkowy, niestety nie ten jednodniowy. Pasteryzowany, był obrzydliwy. Ale zabił głód na chwilę. W domu na nieobecność Mamy kaloryfery skręciłem, ale jutro po południu je otworzę. Jeśli faktycznie Mama ma być już we środę. Nie ma sensu przerywać grzania. I tak do południa teraz nie będzie się grzało. Przełączyłem sterownik pieca na górę. Tam jest grzanie ustawione od 14:00.

Komentarze