Zaczyna się wszędzie drukowanie PIT-ów U Basi w pracy też. Na dodatek w sobotę. Z samego rana Basia pojechała do pracy. Ja pospałem prawie do ósmej. Potem wstałem i poobrabiałem trochę zdjęć z imprezy CDN-owej. Niezbyt jestem z nich zadowolony, wyszły takie sobie. Eksperyment z obiektywem szerokokątnym i przedbłyskiem lampy uznaję za nieudany. Nie przykładałem się, to fakt. Nie zrobiłem żadnego zdjęcia z części oficjalnej. Tylko kilka tak pocykałem w tłum, bez pomysłu. Może kiedy indziej będę bardziej zainteresowany zdjęciami niż imprezą. Około dziesiątej zabrałem się za łazienkę. Mamy strasznie kamienistą wodę i co jakiś czas trzeba się bardzo przyłożyć do sprzątania łazienki. Polega to głównie na rozebraniu kabiny prysznica i panelu na części. Potem ze szczoteczką do zębów i jakimś cienkim śrubokrętem czyszczeniu i odkamienianiu wszystkich zakamarków, które normalnie są niedostępne. Wyszorowałem nawet fugi miedzy płytkami. Zeszło mi ponad dwie godziny. Potem odkurzyłem cały dom i około 14:00 zebrałem się i pojechałem do Jaskini Mamutowej na zdjęcia. W planach była jeszcze Dzika. Niestety doskwierające zimno i to, że zabrałem Konrada, którego miałem na 16:00 zawieźć na ściankę nie pozwoliło mi na wiele. Co nieco jednak się udało. Jest trochę zdjęć i trochę materiału filmowego. Film może uda mi się obrobić w niedzielę. Choć w niedzielę musimy zawieźć z rana Mamę Basi na operację do szpitala. W poniedziałek będzie wykonana i w niedzielę muszą ją już do tego przygotować. Nie wiem jeszcze co zrobić z ogrzewaniem na dole u Mamy pod jej nieobecność. Ostatnio jak była w szpitalu we święta wyłączyłem całkiem i na dzień przed jej przyjściem włączyłem ponownie. Niestety było mroźnie i dół był trochę niedogrzany. Teraz chyba ustawię kaloryfery tak aby utrzymać tam około 17 stopni. A sterownik przełączę na górę.
To chyba powinno wystarczyć. Zobaczymy zresztą jak będzie z mrozami. Powinny się chyba powoli kończyć. Dziś po tej wyczerpującej pracy z PITami. Basi było wyjątkowo zimno, a dodatkowo zrobiła wielkie pranie. Chciała aby szybko wyschło. Zapaliłem w kominku i pojechałem po Konrada aby go odebrać ze ścianki. Basia pilnowała tak ognia, że jak przyjechałem w salonie było 25,5. Jak wychodziło się z salonu do kuchni. Można było zamarznąć. W kuchni było zaledwie 20 stopni. Pięć stopni różnicy jest bardzo odczuwalne. Tej zimy często kominek jest używany. Skończyło się drewno ogrodowe i palę teraz tym kupionym na jesieni.
Komentarze
W Wierzchowiu. Dolina Kluczwody. Ta bliżej "94" na Olkusz. Tam jest więcej atrakcji. Na końcu doliny Kluczwody - dolnej jest granica dawnych zaborów. W dolinie Kluczwody - górnej są cztery jaskinie: Mamutowa, nieopodal parkingu. Tam jest najtrudniejsza trasa wspinaczkowa w Polsce W stropie jaskini. Potem Dzika z malowidłami naściennymi. Wierzchowska dolna i wreszcie Wierzchowska Górna wejście z przewodnikiem w sezonie.
A zdjęcia ze wspinaczki z Mamutowej tu: http://picasaweb.google.com/akowacz.jura/JaskiniaMamutowa#5302723816687189490