Praca w nadgodzinach

No i wszystko się jakoś wyprostowało, dziś zrobiono ten zabieg inną metodą i wszystko jest ok. Po strachu. Teraz będzie spokój znowu na jakieś dwa-trzy lata. Basi poprawił się humor i stres minął. Zostałem dziś w pracy, a by odebrać Basię jak wyjdzie od Mamy. Przed samym wyjściem byłem świadkiem pewnej sceny. Na dziesięć minut przede mną wychodził Maciek. Szedł właśnie do wieszaka i w tym momencie wszedł "ktoś" Zapytał czy może go o coś zapytać. Maciek żartobliwie rzucił "Nie" ale zaraz dodał możesz pytać dopóki się nie ubiorę. Ten na to: Ty to masz fajną pracę. Niby, że tak sobie może wyjść po ośmiu godzinach, a on to nie. Zagotowałem, ale się powstrzymałem od komentarza.
No, a on to ma fajne życie, że może tak dysponować swoim czasem i poświęcać go pracy. Strasznie irytują mnie ludzie, którzy siedzą po godzinach w pracy i zakładają, że inni też mogą. Maciek akurat odbiera dziecko z przedszkola po pracy. Każdy ma inne obowiązki i inaczej mu się układa życie. Że dla niego ważniejsza jest praca niż dom i rodzina, to jego sprawa, ale niech na innych tego nie wymusza. Poniesie zapewne niebawem tego konsekwencje i zrozumie. Każdy musi taki etap przejść w życiu. Dobrze jak przeżyje, bo są tacy co nie dane im doczekać olśnienia. Jedni mogą zostawać, bo nie mają rodzin i się nudzą w domu, a praca jest ich pasją. Inni muszą wracać do domu z różnych powodów. Sami sobie krzywdę robimy, narzekamy, że musimy zostawać w pracy, pokazujemy to swoim zwierzchnikom i innych przez to zmuszamy do tego samego. Ścigamy się kto więcej, kto dłużej, a potem mówimy jaka ta praca zła. Czym więcej pracujemy, tym więcej obowiązków dostajemy. Samonapędzające się koło zagłady.

Komentarze

Anna Bucholc pisze…
Śmieszne jest to, że zanim przejdziemy do etapu 'dom i rodzina' (a niektórzy nigdy nie przechodzą) to wydaje się nam, że w pracy jesteśmy niezastąpieni. Przecież jak nas zwolnią, albo sami odejdziemy to wszystko się zawali - firma nie będzie mogła dalej funkcjonować - a potem nas zwalniają i nic się nie zmienia, poza naszym samopoczuciem... tak przynajmniej było w moim przypadku i... dobrze, że się skonczyło - nadgodziny by mnie w końcu zabiły zanim nauczyłabym się, że można ich uniknąć. ile lat pracujesz w tej firmie?
Nomad pisze…
Ile? To dość skomplikowane. Firma kilkakrotnie zmieniała miejsce "zamieszkania" Dynamicznie się rozwijała, a potem została wchłonięta przez giganta. W sumie to prawie 14 lat. Ale dla mnie to co najmniej jak trzy różne firmy.
marko pisze…
Mysle ze to tak sie dokladnie przeklada, sa rozne etapy w zyciu, czasem cos pasuje lub mniej czesto to sprawa wyboru lub koniecznosci, praca to kompromis, chcesz zarabiac musisz dac cos od siebie byle nie dac sie zwariowac do konca!!!