Delegacja

Po przesłuchaniu płyty z filmu "Nine" wzięło mnie na jeszcze. Zacząłem szukać płyty z filmu Chicago. Niestety nigdzie nie można już kupić. Zrezygnowany ukradłem na Chomikuj.pl Z myślą, że jak gdzieś znajdę płytę to i tak kupię. Przesłuchałem ją. Potem przesłuchałem wraz z płytą z Nine i zawiedziony jestem. NIne jest o niebo lepsza. Na Chicago cały czas coś gadają. Bardziej to ścieżka dźwiękowa dosłownie, a nie soundtrack z filmu. Nie kupię jednak i wywalę z komputera i palmtopa.

Mama wreszcie wyszła ze szpitala, oczywiście we czwartek w dniu w którym ja pojechałem na delegację do Wrocławia. Basia miała wielkie trudności zapchać wózek na parking i zapakować ją do samochodu, ale dzielnie sobie jakoś poradziła. Zadzwoniła rano po U. okazało się, że ma urlop cały tydzień bodajże. Ja przyjechałem do pracy na 6:20 o 7:00 mieliśmy wyjechać. Oczywiście nie wziąłem plecaka i tym samym identyfikatora do pracy. Byłem sprawcą dwóch incydentów naruszenia bezpieczeństwa. Wtargnąłem na teren budynku bez identyfikatora. Szedłem za P. a ten podał mi tyłem swój identyfikator. Potem wychodząc tak samo uczyniłem idąc za R. Przebywałem w firmie nie mając na to pozwolenia przez całe pół godziny. Oszukałem strażników. Nie zobaczyły tego kamery. Wyjechaliśmy parę minut po siódmej, a we Wrocławiu byliśmy piętnaście po dziesiątej. Poznaliśmy ekipę, pogadaliśmy. Podyskutowali o paru problemach. Poznałem swojego nowego szefa i poznałem kierowniczkę którą mam kierować i jej pracowników. Fajni ludzie, choć krótko się widzieliśmy. Oczywiście ja jestem dinozaur. Tam też średnia wieku 25 lat. Zebraliśmy się coś około 16:00 Przed samymi bramkami w Katowicach był jakiś wypadek i szybko zjechaliśmy z niej aby pomknąć do Krakowa drogą 780 ja wysiadłem w Zabierzowie skąd zabrała mnie Basia. W międzyczasie jak byłem na delegacji zadzwonił Konrad abym go zwolnił ze szkoły, bo źle się czuje. Porozmawiałem z nauczycielką i Konrad pojechał do domu. Przeziębił się na tych baldach w Zimnym Dole. W sumie wróciłem około 20:00 do domu.

Wracając do Mamy, okazuje się, że zabieg przetykania żył i te stenty niewiele pomogły. Na święta będzie miała wszczepiany rozrusznik serca. Tak, że kolejne święta spędzimy w szpitalu. Ale może to spowoduje, że przez następnych kilka lat będzie spokój. Choć to już taki wiek i taki tryb życia, że wątpię aby była jakaś dłuższa stabilizacja. O Mamę w zasadzie się nie martwię, swoje już przeżyła, czy treściwie to inna sprawa. Jej wybór. Martwi mnie jedynie kondycja psychiczna i problemy emocjonalne Basi z tym związane. Staram się nie przeszkadzać, ale czy pomagam?

Komentarze