Konrada nosiło już od kilku dni. Dziś nie wytrzymał i pojechał na baldy. Pojechał do Zimnego Dołu. Pojechał z kolegą z którym zwykle się wspina. Można w zimie się wspinać, gdy skały są suche. No i stało się. Spadł, a kolega nie zdołał go zepchnąć na crasha. Na szczęście jest tak jak ja "niezniszczalny" Wrócił do domu co prawda cały zakrwawiony, ale to tylko rozcięte o skałę palce. Nic mu się nie stało, mimo tego, że obił się o skałę i spadł ze zbocza przeturlikawszy się trochę. Zapewne ukoloryzował to bardziej niż było. Mam nadzieję, że będzie z nim jak ze mną. Nigdy nic sobie nie złamałem i nie zwichnąłem. A miałem kilka spektakularnych zderzeń z ziemią. Ostatnie nawet w lecie tamtego roku na bike maratonie. Z drugiej strony żałuję, że z nim nie pojechałem. Namawiał mnie. Ale uczę się być bardziej asertywny. Nie mogę ciągle robić wszystkiego czego ode mnie rodzina oczekuje. Muszę mieć trochę czasu dla siebie. Konrad idzie na imprezę, dzwoni o pierwszej w nocy, a ja jadę go odebrać z Krakowa, a potem wstaje o piątej do pracy. Ostatnio się zdenerwowałem bo chciał abym mu kupił doładowanie Tak-Taka. Można przecież kupić w każdym prawie kiosku. Przegiął jak chciał abym mu kupił wodę butelkowaną do szkoły w takich pół litrowych butelkach. Co dzień do szkoły przechodzi od dworca pod Wawel. Można taką wodę kupić wszędzie. Niby jest bardzo samodzielny, a ja za niego muszę wszystko robić. To takie przyzwyczajenie z dzieciństwa. Czas odstawić go od "cycka" Basia tak samo, gdziekolwiek idzie, jedzie. Do sklepu ja muszę z nią. Wczoraj Basia była na imprezie i chciała abym ją zawiózł na nią. Powiedziałem nie! Ja chciałem iść do jaskini. Też ma prawo jazdy i jeździ. Chciała się napić z koleżankami. Uległem i pojechałem po nią wieczorem. Wczoraj fatalnie jeździło się po Krakowie. Drogi były gorsze niż u nas. Sypało strasznie. Na szczęście tak późno jest mały ruch. Ja byłem dzień wcześniej na imprezie. Lubię piwo. Staram się odmawiać od czasu do czasu, bo czuję się wykorzystywany, a potem mam wyrzuty sumienia.
Komentarze