Bez dokumentów przez Wieliczkę.

Dziś miałem jechać do Wadowic, a stamtąd iść pieszo na Jaszczurówkę, lub jakikolwiek inny szczyt. Jednak po kościele o 11:00 to już trochę zbyt późno. Z drugiej strony wypadało też odwiedzić rodziców. W końcu postanowiłem pojechać do Wieliczki i stamtąd pieszo pójść do rodziców, aby całkiem nie stracić słonecznego dnia. Chciałem też porobić trochę zdjęć we Wieliczce. Było pięknie słonecznie. Miejsce parkingu wybrałem sobie przy cmentarzu. Okazało się, że tam można stać tylko dwie godziny, nie więcej. Nie chcąc łamać prawa pojechałem dalej. W końcu znalazłem miejsce przy jakimś sklepie. Wysiadłem z samochodu i mnie olśniło. Dokumenty zostały w innej kurtce! Jestem 40 km od domu i nie mam nawet prawa jazdy. No pięknie. Jednakże mam już wytrenowany pewien sposób myślenia.


Wracał będę za jakieś pięć godzin. Teraz idę na wycieczkę i do rodziców. Nie mam zamiaru sobie psuć tak pięknego dnia problemem dokumentów. Jak wsiądę ponownie do samochodu, wtedy zacznę się martwić. Zresetowałem więc pamięć i poszedłem przez Wieliczkę. Potem przez rynek - nadal w remoncie - koło domu gdzie mieszkała Pani-Babcia. Następnie w górę na przełaj przez krzaki. Pamiętałem z dzieciństwa, że tam dawniej była ścieżka. Po drodze spotkałem parę która szła w górę. Zagadnąłem ich o drogę. Pani stwierdziła, że też z dzieciństwa pamięta, że powinno tu być przejście. Była ostatnio tu dwadzieścia lat temu. Co za zbieg okoliczności. Idąc tak w górę co chwila czmychały sarny z krzaków. Dotarłem do drogi, choć błoto tam straszne. Zrażony tym błotem darowałem sobie jeszcze przejście przez tkz. "Kamieniec" poszedłem asfaltem wprost pod dom rodziców. Do domu, obawiając się, że nie mam żadnych dokumentów pojechałem przez autostradę, a potem przez Kleszczów unikając drogi przez Zabierzów. Dotarłem do domu bez kontroli dokumentów. Swoją drogą ciekawe jakie są konsekwencje.

Komentarze