Pod wrażeniem czytanej książki "Długi Marsz" postanowiłem wybrać się pieszo na wędrówkę po śniegu na przełaj przez dolinki. Już kiedyś myślałem sobie aby przejść przez Będkowską i Kobylańską aż do Kluczwody do Wierzchowic pod jaskinię Mamutową. Potem skierować się do Będkowskiej i nią wrócić do domu. Chciałem poczuć choć namiastkę trudów bohaterów tej książki. Oczywiście oni wędrowali w większym śniegu i mrozie. O wiele gorzej przygotowani.
Wstałem rano, z premedytacją nie zjadłem śniadania i nic nie piłem. Nic też nie zabrałem na drogę. Ubrałem jesienną kurtkę, a pod spód tylko podkoszulek z długim rękawem. Nie zabrałem rękawiczek, ani czapki. Ubrałem ciężkie stare buty w żaden sposób niezaimpregnowane. Zabrałem plecak fotograficzny, ale ten duży. Dodatkowo go obciążyłem. Zawiesiłem na paskach kamerę i aparat fotograficzny. Miałem na plecach około 10 kilogramów. W tym dniu była dodatnia temperatura, choć jak wracałem zaczęło już marznąć. Wyszedłem w słoneczną pogodę o godzinie jedenastej. Słońce jednak ciągle chowało się za chmury. Tak wyposażony ruszyłem, Po przejściu kilometra asfaltem skręciłem od razu w stronę "Wietrznika" Odtąd używałem już tylko szlaków pieszych rowerowych i po prostu łąk. Przed "Wietrznikiem" skierowałem się niebieskim szlakiem pieszym na przełaj do Doliny Będkowskiej. Szlak ten nazywam wężowym. Zawsze w lecie jak tam idę spotykam co najmniej jednego węża. Zwykle są to wielkie zaskrońce, ale czasami trafia się żmija. Musiałem jednak znacznie zboczyć z tego szlaku, bowiem cały był zawalony drzewami. Już na tym odcinku straciłem dużo więcej czasu niż planowałem. Z Będkowskiej od razu skierowałem się w górę i znowu na przełaj polami do doliny Kobylańskiej. Przeszedłem prawie przez całą Kobylańską, aby z niej wyjść na górę czerwonym szlakiem rowerowym. Potem przy lesie starą ścieżką z zatartym żółtym szlakiem pieszym. Ten szlak już nie istnieje i okazało się, że w środku lasu trafiłem na ogrodzenie - teren prywatny. Idąc wzdłuż tego ogrodzenia wszedłem do wąwozu całego zawalonego połamanymi drzewami.
Tu straciłem prawie godziną aby wydostać się z tej plątaniny pni i gałęzi. Koniec wąwozu okazał się rozpadliną skalną z której jedyna droga, to prosta, bezpieczna lecz jednak wspinaczka po około dziesięciometrowej skale. Skała składa się w zasadzie z kilku dwumetrowych pochyłych stopni. Nie ma więc żadnej trudności w pokonaniu tej przeszkody. W końcu doszedłem do polnej drogi która po kilkuset metrach doprowadziła mnie do innej prostopadłej. Ja poszedłem jednak dalej w las i przez wzgórze, a potem przez chyba największe w tej wędrówce śnieżne pole. Tak doszedłem do jaskini Mamutowej. Tam kilkaset metrów znowu drogą do Wierzchowskiej Górnej. Teraz wprost na czerwony szlak rowerowy prowadzący do samej Doliny Będkowskiej. To była najtrudniejsza wędrówka. Wracając zawsze opadam z sił. Szlak był całkowicie zasypany i zawiany zaspami. Przedzieranie się, na dodatek w górę było ogromnie wyczerpujące. W końcu dotarłem do drogi. Którą przeszedłem jakieś sto metrów i znowu zszedłem na szlak tym razem prowadzący w dół do doliny. Ten szlak był uczęszczany. Niestety w pewnym momencie na długości kilkudziesięciu metrów całkowicie zawalony drzewami. Nim dotarłem pod samą prawie Jaskinię Nietoperzową. Teraz pozostało przejście około 8 kilometrów doliną do domu. Jednakże szlak przez dolinę z uwagi na głęboki śnieg okazał się dwoma głębokimi koleinami. Wyglądało jakby ktoś przejechał tędy Qadem. Trudno idzie się taką wąską koleiną. Dopiero w połowie doliny można było iść swobodnie rozdeptanym śniegiem. Pod dom dotarłem zziębnięty i wyczerpany prawie dokładnie o osiemnastej. Przeszedłem 26 km w siedem godzin bez chwili odpoczynku. Bohaterowie tej książki dziennie szli około 30 km. Tyle że ja nie musiałem nocować na mrozie pod gołym niebem i nazajutrz mogę do woli odpoczywać. Jestem pełen podziwu dla determinacji i woli przetrwania. Po moim skromnym doświadczeniu nie wyobrażam sobie przejścia takiej drogi i w takich warunkach jak zostało to opisane w tej książce. Możliwości ludzkie są jednak ogromne i dużej mierze zależą od motywacji.


Komentarze