Poszliśmy do kościoła na 11:00. Zwykle chodzimy na 10:30, ale chcieliśmy dać się wyspać Konradowi. Jak jechaliśmy zaczynało padać. Po godzinie mszy okazało się, że nadal pada i na dodatek bardzo obficie. Po godzinie mszy na samochodzie było ponad 10 cm śniegu. Nadal pada. Mieliśmy jechać do "Zimnego Dołu" ale boję się, że nie dojedziemy, albo nie wrócimy. Miałem dziś odwiedzić rodziców. To jest prawie pięćdziesiąt kilometrów i około 100 m po trawiastej ścieżce pod górę do ich domu. Bez szans. Zadzwoniłem i odwołałem wizytę. Wychodząc do kościoła Basia przewróciła się na podjeździe mimo moich ostrzeżeń. Podjazd jest jak ze szkła. Próbowałem rozbijać lód łopatą, ale nic to nie daje. Na szczęście nic jej się nie stało przy tym upadku. Boję się o jutro, jak dalej będzie tak padać, to może być problem rano z odkopaniem się i dojazdem. Zobaczę jak będzie wieczorem, ale chyba ustawię budzik na piątą rano.
Komentarze