Od zachwytu po rozpacz

Przez chmury przebiło się dziś słońce. Poszliśmy na spacer. Podjechaliśmy pod dolinkę. Zagrzebałem się w śniegu i musieliśmy się zamienić miejscami. Basia "piłowała", a ja pchałem. W końcu udało się wyjechać z zaspy. Zostawiliśmy samochód i poszliśmy dalej pieszo. Zależało mi na czasie, bo wiedziałem, że słońca długo nie będzie na niebie. Zaraz się zamgli i koniec zdjęć. Udało się jednak zrobić kilkaset zdjęć z czego zostawiłem trochę więcej niż trzydzieści. Na dole było cudnie. Wszystko jak z bajki o królowej śniegu. Drzewa przepięknie oszronione. Każdy krzew i ździebełko trawy skrzy się w słońcu. Zaczęliśmy się wspinać. Szliśmy na Wietrznik. Różnica poziomów około 100 metrów. Nasz zachwyt zaczął powoli przeradzać się w przerażenie. Coraz większy szron na drzewach i coraz więcej przygiętych i połamanych gałęzi. Na górze istny pogrom. Las skrócił się co najmniej o połowę. Doszliśmy na linię lasu i stwierdziłem, że nie będziemy ryzykowali wchodzenia w las, tylko wracamy. Przeszliśmy wzdłuż lasu jakieś dwadzieścia metrów. Nagle trzask i huk łamiącego się drzewa.

Gruchnęło o ziemię kilkadziesiąt metrów od nas w głębi lasu. Aż zadrżała ziemia i przetoczył się głuchy grzmot. Po chwili z lasu dmuchnęło śniegiem. W drodze powrotnej jeszcze kilkakrotnie dało się słyszeć odgłos łamiącego się drzewa. W pewnym momencie dosłownie obok nas runął wielki konar. Jak przyjrzeliśmy się bliżej leżącym szczątkom. Widać, że na każdej gałązce jest warstwa prawie centymetrowego lodu. Na tym jakieś trzy centymetry szronu. Całe pnie są w skorupie z lodu. Jeśli w następnych dniach spadnie śnieg, to las zostanie zrównany z ziemią.

Komentarze

recoleta pisze…
Okoliczności dramatyczne, ale zdjęcie piękne.
marko pisze…
Podobnie wygladalo pokrycie drzew w czestochowskim bajecznie ale tez i groznie bo myslalem ze nie dojade co chwile pociag TLK zwalnial, przewody trakcji byly grubo oblodzone i czasowo bylismy bez pradu, szczesciem na Slask dojechalismy planowo!