NIe ma wody na pustyni...

Dziś będę mało poprawny politycznie. Właśnie oglądnąłem sobie kolejny odcinek nagranego wcześniej "Kierunek - dzika planeta" W ogóle był to odcinek o rzece Okawango, która co ciekawe nie uchodzi do morza, a kończy swój bieg w bagnistym zbiorniku na pustyni Kalahari. Zirytował mnie wątek o bushmenach. Narzekali, że mają straszny problem z wodą. Pada tam raz w roku. Rząd zainstalował im pompę głębinową zasilaną energią słoneczną. Narzekali jednak, że ciągle się psuje, a słonie niszczą im tą baterię słoneczną, która jest na takim wielkim słupie. Jest też źródło. Całe zabłocone i nabierają z niego wodę zardzewiałą puszką, którą zapewne pozostawił jakiś biały człowiek. Wokół jest pełno kamieni wapiennych, oraz krzewów i pomniejszych drzew. Tak sobie myślę, że Europejczycy w tej sytuacji.

Zapierdzielaliby przez kilka tygodni pogłębiając źródło, obkładając je kamieniami wapiennymi. Zbudowali by zapewne nawet drabinkę do niego. (Było w takiej wyrwie w ziemi.) Słup z baterią słoneczną ogrodziliby szczelnym, wytrzymałym murem z bali drewna i gałęzi wzmocnionym z tych kamieni walających się wszędzie wokół. Potem w następnych miesiącach z wydrążonych pni poprowadziliby rurociąg od wodopoju. Zbudowaliby pewnie jakąś prostą maszynę na korbkę która wydobywałaby wodę i pompowała do rurociągu. W następnych latach stworzyliby tam cywilizacje, aż wreszcie polecieliby w kosmos i żyli długo i szczęśliwie nękani wszelakimi problemami i chorobami cywilizacyjnymi. Zastanawiam się gdzie tkwi problem. Chyba poniekąd w klimacie. Im bardziej surowy tym człowiekowi się więcej chce i ma większe potrzeby i problemy które musi zaspokajać i rozwiązywać. Oczywiście to nie takie proste jak napisałem. Są miejsca, gdzie jest tylko piasek i nic więcej. Trudno na takich podstawach zbudować jakąś cywilizację. Myślę jednak, że za bardo się czasami stawia nacisk na pomaganie w naturze, a nie na pomaganie w zmianie sposobu życia i myślenia. Może tak wygodniej dla pomagających. Pozbędą się psującego zboża, przeterminowanych leków. Odliczą sobie od podatku i wyglądają na tych co myślą o innych. Ostatnio dużo myślę o "adopcji na odległość" Ale boję się na razie zaproponować, to Basi. Może jak Konrad "pójdzie na swoje"

Komentarze

marko pisze…
Czasem to inne nieco zycie bez zegarka i kalendarza, bez pospiechu, stressu oraz pozostalych cywilizacyjnych dolegliwosci, dbajacych jedynie o zasadnicza potrzebe przetrwania bez glodu!
Unknown pisze…
To jest zupełnie inna mentalność i niestety brak aspiracji. Ludy takie żyją z dnia na dzień i nie myślą o przyszłości. Ani o tym aby o coś dbać. Nie mówiąc już o tym, aby coś osiągnąć. Nie bez powodu nie każdy kraj świata się rozwija... Im chyba faktycznie jest dobrze, tak jak jest, a nas to dziwi...