Pojechaliśmy na narty, ale tym razem chcieliśmy sprawdzić poleconą przez Kingę Laskową. GPS poprowadził nas przez nową autostradę, aż pod Bochnię. Ale ja wiem lepiej i w okolicy Wieliczki zjechaliśmy z autostrady. Wyznaczył nową trasę przez Gdów 10 km krótszą. Zabraliśmy ze sobą Bartka, kolegę Konrada. Strasznie kręta droga od Wieliczki. Raz w górę raz w dół i ciągle zakręty i serpentyny. Rewelacyjna droga na rower nie na samochód. Raz nawet było wzniesienie 12% Jechał przede mną samochód i musiałem zredukować w pewnym momencie do dwójki. Wyprzedzić się nie dało. Ale najlepsze było w drodze powrotnej. Na serpentynie przed nami, na naszym pasie na samiutkim zakręcie stał samochód wyciągając innego który nie zmieścił się w zakręt. Na szczęście nic nie jechało z góry. Muszę się tam wybrać chyba w lecie na rower. Pod stokiem okazało się, że są dzikie tłumy, przynajmniej tak wyglądało to na parkingu. Poszliśmy do kas. Basia oczywiście do WC i tak spędziłem pierwsze 15 minut. No bo do damskiego zawsze kolejka jak za papierem toaletowym w socjalizmie. Kolejka do krzesełka okazała się mimo tłumu na pięć minut stania a po godzinie w zasadzie zjeżdżaliśmy prosto do bramek. Konrad z Bartkiem poszli jeździć osobno, a ja towarzyszyłem Basi. Laskowa mimo tego, że jest to stok długości 2000 m Nie nadaje się do jazdy, przynajmniej dla mnie. Basia też była zdegustowana. Na początku jest troszkę stromo, a potem płasko jak stół, by na końcu jakieś dwieście metrów zakończyć też stromo. Wąsko, nudno i tłum słabo jeżdżących, co bardzo przeszkadza jeśli ktoś chce sobie pojeździć. Przy lesie było trochę muld, ale między muldami co rusz ktoś leżał. Tak się nie da jeździć. Dużo dzieci i uczących się jeździć. Trzeba było naprawdę jechać ostrożnie aby nie wpaść na kogoś kto jedzie w poprzek stoku. Ja rozumiem, że ma uważać ten z tyłu. Niestety jest to błędnie interpretowane. No bo jeśli ktoś chce zjechać nagle ze stoku na bok, czyli przecina całą trasę jazdy innych, to niestety on powinien zobaczyć do tyłu czy nie zajedzie innym drogi. Ja nawet pokazuje ręką w którym kierunku chce zjechać aby się zatrzymać i poczekać na Basię lub odpocząć. Nie będziemy tam jeździć. Dojazd beznadziejny, daleko i stok nudny. Śnieżnica jest blisko, bardzo dobra droga i górka cały czas odpowiednio stroma. Co powoduje, że można swobodnie pojeździć. Zabrałem tą kamerę na kask, ale nie zobaczyłem jak ją zakładam i w efekcie sfilmowałem więcej nieba niż stoku. Zawsze zapominam o tym aby sprawdzić. Może następnym razem się uda. W drodze powrotnej zaufałem GPS-owi, skierował nas od razu na autostradę, ale niestety w Łapczycy był wypadek i straciliśmy 30 min. Faktycznie potem zajechaliśmy błyskawicznie.
Komentarze