Treściwy dzień.

Do kitu ten urlop, nie wziąłem go dla siebie. Poświęcam innym. Wstaliśmy dziś o szóstej rano, pojechaliśmy z Basią na badania. W okolicach ósmej było po wszystkim. Lekarka nie chciała podpisać Basi zdolności do pracy. Wymusiła na niej, że doniesie jej z przychodni zaświadczenie o zgłoszeniu się na leczenie nadciśnienia. Oczywiście Basia obiecała, po czym do mnie powiedziała, że skoro jej podpisała, to ona i tak nie pójdzie i co jej zrobi? Potem pojechaliśmy zawieźć koleżankę do pracy, stamtąd do KFC na śniadanie. Ja nieodmiennie sałatkę, a Basia miała własną kanapkę. Na szczęście byliśmy jedynymi klientami KFC. Potem do Reala - miałem w samochodzie już pół roku przeterminowaną gaśnicę. Z Real do IMax-a na Avatar. Weszliśmy na 10 min przed seansem i okazało się, że na moim miejscu ktoś już siedzi i ma bilet na którym nic nie widać. Poszedłem do obsługi. Pani poszła z moimi biletami coś załatwiać, a w tym czasie zadzwoniła Basia, że przyszedł ktoś jeszcze i kolega tego pana też zajmuje komuś miejsce. Z uwagi na przytłaczające argumenty panowie ci przesiedli się gdzie indziej. Ja powiedziałem koleżance recepcjonistki, aby przekazała, że sprawa się wyjaśniła. Usiadłem w momencie gdy kończyła się czołówka filmu. Ale o filmie będzie kiedy indziej. Avatar skończył się o 13:15 trwał od 10:30. Po Avatarze oczywiście stały punkt programu - szpital. Potem na plac Imbramowski. Kupiłem pięć kilo jabłek. Ostatnio zjadam kilka kilogramów tygodniowo. Następnie skup makulatury. Okazało się, że wczoraj załadowałem 96 kg makulatury ze strychu! Zarobiłem 10 gr od kilograma! Prawie dycha :) Nie liczę tych drzew uratowanych. W drodze powrotnej, podstępem zawiozłem Basię do ośrodka zdrowia. Dziesięć minut wyciągałem ją z samochodu. Aż zdarła trochę tapicerki paznokciami. Ale w końcu zaciągnąłem ją do lekarza. Trafiliśmy na rozsądną panią doktor, bo Basia powiedziała, że i tak nie będzie brała leków. Po negocjacjach przyjęła takie które zażywa się tylko w razie stresu. Powiedziała, że i tak ich nie wykupi. Co ja z tą babą mam. "Na złość Mamie odmrożę sobie uszy" Lekarka też zaleciła aby pojechać na badanie tarczycy. Nie wiem jak ja ją zdołam tam jutro zawieźć na to badanie. Chyba we śnie. A jeszcze w między czasie w dzisiejszym dniu pojechaliśmy do galerii krakowskiej oddać/wymienić pasek który kilka dni temu Basia sobie kupiła. Oczywiście pani do nas. Nie możemy zrealizować zwrotu, bo nam się zawiesił system. Proszę przyjść po nowym roku. Ja na to: Proszę w takim razie zanotować sobie na kartce, a potem zrobi sobie pani zwrot jak już system się odwiesi. Panią zatkało i się zawiesiła na kilka sekund. Powiedziała abyśmy chwilkę zaczekali, musi porozmawiać z kierownikiem. Po chwili przyszła i zwróciła pieniądze. Poszliśmy kupić inny pasek, ale już gdzie indziej. Tu nie było odpowiedniego. Przy okazji Basia nabyła też po przecenie śliczną koszulkę nocną. Poszła w niej spać, a ja głupi tu siedzę i piszę banialuki. Ja chciałem kupić skarpety, ale 17 zł za parę, to trochę za wiele. Zajrzałem też do Le Mac. Ale nadal jako jedyni jeszcze nie mają przecen. A kuszą mnie te spodnie strasznie. Na razie jestem twardy. I tak dzień zakończyliśmy o 18:30. W ośrodku zdrowia już mi się żołądek zaczął przyklejać do oparcia krzesła po tym jak wchłonął kręgosłup. Po piętnastu minutach po tym jak wróciliśmy do domu zadzwoniła znajoma. Podobno mamy starą wykładzinę na zbyciu. Organizują drugą, konkurencyjną do remizowej świetlice. Mam dobre serce dałem darmo prawie 50 m2 starej wykładziny PCV.

Komentarze

Unknown pisze…
A myślałam, że tylko Łukasz sprzedaje makulaturę! W Mielcu skupują trochę drożej.
Ja Basię z tym leczeniem rozumiem, sama chodzę do diabetologa ledwo 2x na rok, a i to bo muszę, a hemoglobiny nie zrobiłam w grudniu, jak mi kazał... Może w styczniu się zbiorę. Dobrze, że on nie krzyczy, to jeszcze do niego pójdę, inaczej bym całkiem ta pozycję wykreśliła.