Ksenocyd karpia

Z samego rana pojechałem po ryby. W dolinie jeszcze pełno śniegu i lód na drodze. O dziwo przy zakazie wjazdu jest teraz tablica, że nie dotyczy klientów gospodarstwa rybackiego. Zawsze zostawiałem samochód i dryndałem na nogach te pół kilometra. Teraz pojechałem do końca. Zresztą w całej dolinie już teraz asfalt. Szkoda, niedługo wybudują tam hipermarket na środku. Te "ruskie" ryby to Amur i wcale nie są droższe od pstrągów. Coś mi się pochrzaniło. Ale i tak nie było już. Facet mówi, że bardzo szybko schodzą. Muszę się po nowym roku wybrać i kupić. Basia bardzo lubi takie ryby, ja nie przepadam. Nie cierpię się bawić jedzeniem. Chodzi o ości. Wolę po prostu filety. Ale raz na wigilie - czemu nie. Kiedyś też kupiliśmy na grilla. Nawet niezłe były. Byłem świadkiem masowego mordowania karpi i tych moich nieszczęsnych pstrągów. W ogóle byłem jedyny który wydał wyrok na pstrągi. Wszyscy karpie, bo to taka tradycja. Potem po powrocie odkurzyłem całe mieszkanie i umyłem podłogi na mokro. Basia zajmowała się przygotowaniami do wigilii. Potem pojechaliśmy na cmentarz. Dziś jest rocznica śmierci pewnej koleżanki, która w 2001 roku zamarzła 100m od swojego domu. Wczoraj będąc w sklepie, za mną w kolejce pewien facet żalił się jakiejś znajomej, że jego teścia dziś znaleziono zamarzniętego. Na dodatek jego dzieci nie chcą się tym zająć i musi on. To jest poważny problem. W takiej sytuacji przeprowadzane jest śledztwo. Ale większą tragedią jest w obliczu takiego wydarzenia, że skłócona rodzina nie jest w stanie się pogodzić. A przecież podobno są święta. Wszyscy będą się strasznie miłować we wigilię. W zasadzie jak się tak głębiej przyjrzeć, to zawsze w każdej prawie rodzinie są jakieś problemy tego typu. Ludzie mają w genach zakodowane współzawodnictwo, bo w zasadzie to nic innego jak współzawodnictwo o pierwszeństwo w czymkolwiek. Ja jestem szybszy, piękniejszy, umiem lepiej mówić, pisać. Moje dzieci się lepiej uczą, mam większy samochód. Lepszej firmy telewizor. Wszyscy temu ulegamy. Sam tak zapewne robię. Jesteśmy drapieżnikami i musi tak być. Współzawodnictwo motorem postępu i przyczyną wielu tragedii. I to nie ma znaczenia czy ludzie światli, wykształceni. Czy pospolici i ciemni. Tylko bardziej lub mniej wyrafinowane intrygi.

W poniedziałek po świętach Basia jedzie rano na badania pracownicze. Wymyśliliśmy sobie, że przy okazji pójdziemy na 10:30 do Plazy na Avatar grają go w IMax 3D. Byłem kilka razy w tym kinie. Zanosi się na niezłą zabawę. Dziś zarezerwowałem bilety. Zwykle trzeba rezerwację odebrać na 30 min przed seansem. Na ten film aż 48h przed. Jutro jadę do rodziców. Po drodze odbiorę rezerwację. Wymyśliłem też, że chyba wybierzemy się na narty do Czech. Miałem jechać w ferie, ale na pewno nie dostanę urlopu po dwóch tygodniach od poprzedniego, zresztą Konrad mnie skrytykował, że tam są tylko pagórki. Basia takie woli. Pojedziemy chyba w lutym bez Konrada. Może uda mi się namówić Kingę i Tomka może wybiorą się z nami. Z Konradem skoczę w jakąś sobotę na Chopok jak będzie pogoda. Tam jest prawdziwa ściana freeride-owa. Spróbujemy swoich sił. Jest niewielka dosłownie chyba jakieś 100-200 metrów.

Komentarze