Wczoraj pojechałem na wywiadówkę do Konrada. I znowu zostałem wrobiony w wykład. Tym razem na temat anoreksji i bulimi. Irytuje mnie to, że nie informują rodziców o tym, że jest planowany taki wykład. Po za tym może ja nie mam ochoty tego słuchać. Jestem dorosły i jeśli byłbym zainteresowany tematem, to bym sobie sam poszukał takich informacji. Tak wiem, że nikt sobie może nie zdawać sprawy, że jego to dotyczy, że z reguły takie problemy dotyczą rodziców dziewcząt, a ja mam syna. I owszem chłopcy też mogą mieć takie problemy, choć o wiele rzadziej. Ale chciałbym mieć możliwość decydowania o tym. Miałem ochotę wyjść. Skądinąd wykład i sam temat jest bardzo ciekawy. Poczytałem też potem o tym na internecie i pooglądałem blogi. Jest to naprawdę ogromny problem. Po wykładzie byłem przekonany, że na tym się wczorajsze spotkanie skończy. Ale gdzie tam. Odbyło się zebranie które trwało godzinę i dwadzieścia minut. Ta kobieta ma ogromny talent do wyrzucania z siebie potoku słów nic nie mówiących. Coś sobie wymyśla w głowie i zaczyna o tym opowiadać od środka. Pomijając istotne szczegóły. Nikt nic nie rozumie. I nikt nie wie o czym było zebranie. Miała jakieś pretensje do uczniów po ostatnim wyjeździe na obóz naukowy. Odniosłem wrażenie, że ona coś fajnego w jej przekonaniu przygotowała, a uczniowie tego nie docenili i ona ich z tego powodu już nie lubi. Mała rozkapryszona księżniczka. Zero komunikatywności i beznadziejny pedagog. Źle ta klasa trafiła. Pod koniec już gotowałem prawie na tym zebraniu jak zachwalała pomysł zakupu projektora do klasy przez chyba piętnaście minut. Wróciłem do domu zły i wściekle głodny.
Dziś natomiast znowu pobiegliśmy, a ja sobie zrobiłem trochę dłuższą trasę. Trochę ponad cztery kilometry. Basia biega prawie dwa i pół. Tak fajnie się biegnie, choć obiecałem sobie, że będę tylko raz w tygodniu biegał więcej niż Basia, ale nie mogę się powstrzymać. Obym znowu nie nadwyrężył kolan. Wieczorem prawie o 21:00 zadzwoniła koleżanka Basi z którą Basia pracuje, czy może podesłać mi do wydrukowania dwie strony. I przyjechać sobie odebrać. No oczywiście. Podesłany plik miał prawie 1MB w excelu. Ja nie mam offica. Korzystam tylko i wyłącznie z google docs. Dało się jednak wczytać. Okazało się, że do wydrukowania jest 78 stron!!! Po przycięciu niepotrzebnych danych i zmniejszeniu kolumn i wierszy, co zajęło mi około 15 minut zeszliśmy do 13 stron kolorowego tekstu. Kolorowe było tło. Ja mam drukarkę którą kupiłem za 80 zł. Do drukowania sporadycznie. A nie całych kolorowych stron. Ma pojemniki z tuszem 5ml. W końcu udało się wydrukować. Poirytowałem się trochę. Nie ma problemu jeśli jest to prywatna potrzeba. Ale to była jej praca którą przynosi do domu. Na domiar złego wciąga w pracę w domu i zostawanie po godzinach Basie, a teraz i mnie. Jej sprawa jeśli po za pracą nic nie widzi. Ale nich nie wciąga w to innych. Może inni mają inny pomysł na życie. Dodatkowo Basia chodzi na siódmą do pracy, a ona na dziewiątą i ostatnio ciągle się dziwi, że Basia już idzie do domu, przecież dopiero piętnasta. Zaczynam się wkurzać, tym bardziej, że Basia co dzień się skarży do mnie. Niestety mam niewyparzoną gębę i coś jej powiem.
Dziś natomiast znowu pobiegliśmy, a ja sobie zrobiłem trochę dłuższą trasę. Trochę ponad cztery kilometry. Basia biega prawie dwa i pół. Tak fajnie się biegnie, choć obiecałem sobie, że będę tylko raz w tygodniu biegał więcej niż Basia, ale nie mogę się powstrzymać. Obym znowu nie nadwyrężył kolan. Wieczorem prawie o 21:00 zadzwoniła koleżanka Basi z którą Basia pracuje, czy może podesłać mi do wydrukowania dwie strony. I przyjechać sobie odebrać. No oczywiście. Podesłany plik miał prawie 1MB w excelu. Ja nie mam offica. Korzystam tylko i wyłącznie z google docs. Dało się jednak wczytać. Okazało się, że do wydrukowania jest 78 stron!!! Po przycięciu niepotrzebnych danych i zmniejszeniu kolumn i wierszy, co zajęło mi około 15 minut zeszliśmy do 13 stron kolorowego tekstu. Kolorowe było tło. Ja mam drukarkę którą kupiłem za 80 zł. Do drukowania sporadycznie. A nie całych kolorowych stron. Ma pojemniki z tuszem 5ml. W końcu udało się wydrukować. Poirytowałem się trochę. Nie ma problemu jeśli jest to prywatna potrzeba. Ale to była jej praca którą przynosi do domu. Na domiar złego wciąga w pracę w domu i zostawanie po godzinach Basie, a teraz i mnie. Jej sprawa jeśli po za pracą nic nie widzi. Ale nich nie wciąga w to innych. Może inni mają inny pomysł na życie. Dodatkowo Basia chodzi na siódmą do pracy, a ona na dziewiątą i ostatnio ciągle się dziwi, że Basia już idzie do domu, przecież dopiero piętnasta. Zaczynam się wkurzać, tym bardziej, że Basia co dzień się skarży do mnie. Niestety mam niewyparzoną gębę i coś jej powiem.
Komentarze