Odzyskałem wczoraj moje konto na facebooku i założyłem sobie też na myspace, a co! Na facebooku byłem dawno w grupie CDN. Dawna firma utworzyła taką grupę i wszyscy prawie pracownicy się tam spotykali. Organizowane są też imprezy w lutym co roku o jakże wdzięcznej nazwie "Cudowne lata" Usunąłem tam konto, bo jakoś tak się zgrało w czasie założenie konta z przypływem spamu na skrzynce google. Okazało się, że konto można odzyskać ponownie. Trochę było przy tym zamieszania. Zrobiłem też sobie nową tytułową stronę na mojej stronie domowej. Jeszcze nie jest skończona i nie wiem czy to ostateczna wersja. Coś nie do końca jestem z niej zadowolony. Na myspace chcę zrobić sobie taką jakby wizytówkę. Na razie jest tam pusto.
Rano około 10:00 w pracy zadzwoniło do mnie krwiodawstwo. Zdziwiło mnie to, bo nie minął jeszcze miesiąc od ostatniego oddawania płytek. Na telefonie teraz mam tak ustawione, że jak dzwonią wyświetla się kropelka. Poprosili mnie abym przyjechał dziś oddać płytki najpóźniej do godziny 12:00 Pojechałem. Dziś oddawałem na jedną rękę. Zawsze maszyna wylicza mi 90 min. Nie wiem od czego zależy to, że raz oddaje na jedną, a raz na dwie ręce. Dziś było tam strasznie tłoczno. Przyjechało jakieś liceum. Całą klasą oddawać krew. Znowu byłem świadkiem dwóch rozmów. Podeszły trzy dziewczyny. Do oddawania po raz pierwszy. Jedna została zdyskwalifikowana od razu do końca życia. Niedosłyszałem, ale pewnie żółtaczka. Natomiast druga na pytanie o zdrowie. Powiedziała, że ją kaszle. Oczywiście od razu pani przy okienku powiedziała, że w takim razie zapraszamy za dwa tygodnie. Ona zaczęła się upierać, że chce oddać, bo to nic takiego. To jest właśnie ciekawe zjawisko, że ludzie się domagają po tym jak zostaną odrzuceni. Ja też jak się pierwszy raz zdecydowałem na jakimś festynie. Zostałem z mety zdyskwalifikowany. Przez zwykłe zimno na wardze. Ale jakoś nie protestowałem, tylko się zdziwiłem. Następną rozmowę jaką podsłyszałem. Tam jest po prostu głośno, nie żebym podsłuchiwał. Pielęgniarka przez telefon zaczęła się umawiać z jakimś dawcą na poniedziałek. I chyba się jednak nie przesłyszałem, ale padły słowa. "Proszę się przygotować na poniedziałek, ale jeszcze zadzwonią do pana, bo nie wiem czy ten chłopiec nie umrze do poniedziałku" No, po prostu kolana się uginają! Ja też ciągle słyszę tekst. "Czy może pan przyjechać oddać płytki dla umierającego dziecka?" I najgorsze jest to, że ja się do tego już zaczynam przyzwyczajać! Wygląda na to, że oddajemy te płytki do przedłużenia życia/cierpienia dzieci chorych na białaczkę w szpitalu w Prokocimiu. Tak, to już w tym życiu jest. Ja oddaje płytki, a potem zabieram czekolady i idę sobie do cieplutkiego fotela przed TV zasiąść z ulubionym piwem w ręce. Zapominam prawie natychmiast, że ktoś tam umiera. Egoistyczna świnia ze mnie. Ale co więcej można zrobić? Ostatnio liczyłem ile już oddałem w przeliczeniu krwi. Okazuje się, że prawie 8 litrów. Chyba należy mi się już jakiś medal :( Chyba brązowy czy coś takiego, ale pieprzyć to!
Oczywiście nie odpuściłem sobie dziś i pobiegliśmy z Basią. Koło 18:00 zebrało mnie takie zmęczenie, że myślałem, że zasnę. Kupiłem sobie nawet piwo na dziś, ale nie wypiłem, bo po piwie zawsze mi się chce spać. Kupiłem sobie taką małą buteleczkę złotego bażanta. Wypiję ją przed samym snem. Mam dziś ochotę na piwo. Po biegu wróciło we mnie życie. Jutro muszę zawieźć Konrada znowu na zawody. Teraz jedzie do Katowic. W tamtym tygodniu był w Rzeszowie, zajął 46 czy 48 miejsce na prawie 90 osób. Połowa stawki, a były to dość prestiżowe zawody. jakoś do tej pory sobie w ogóle nie zdawałem sprawy z tego, że on już na poważnie się wspina. Miałem jutro jechać do tej jaskini. Nic z tego. Konrada zawożę na 12:00 jak wrócę, to już nie będzie sensu jechać. Może w niedzielę, choć miałem jechać do rodziców. Jeszcze zobaczymy.
Rano około 10:00 w pracy zadzwoniło do mnie krwiodawstwo. Zdziwiło mnie to, bo nie minął jeszcze miesiąc od ostatniego oddawania płytek. Na telefonie teraz mam tak ustawione, że jak dzwonią wyświetla się kropelka. Poprosili mnie abym przyjechał dziś oddać płytki najpóźniej do godziny 12:00 Pojechałem. Dziś oddawałem na jedną rękę. Zawsze maszyna wylicza mi 90 min. Nie wiem od czego zależy to, że raz oddaje na jedną, a raz na dwie ręce. Dziś było tam strasznie tłoczno. Przyjechało jakieś liceum. Całą klasą oddawać krew. Znowu byłem świadkiem dwóch rozmów. Podeszły trzy dziewczyny. Do oddawania po raz pierwszy. Jedna została zdyskwalifikowana od razu do końca życia. Niedosłyszałem, ale pewnie żółtaczka. Natomiast druga na pytanie o zdrowie. Powiedziała, że ją kaszle. Oczywiście od razu pani przy okienku powiedziała, że w takim razie zapraszamy za dwa tygodnie. Ona zaczęła się upierać, że chce oddać, bo to nic takiego. To jest właśnie ciekawe zjawisko, że ludzie się domagają po tym jak zostaną odrzuceni. Ja też jak się pierwszy raz zdecydowałem na jakimś festynie. Zostałem z mety zdyskwalifikowany. Przez zwykłe zimno na wardze. Ale jakoś nie protestowałem, tylko się zdziwiłem. Następną rozmowę jaką podsłyszałem. Tam jest po prostu głośno, nie żebym podsłuchiwał. Pielęgniarka przez telefon zaczęła się umawiać z jakimś dawcą na poniedziałek. I chyba się jednak nie przesłyszałem, ale padły słowa. "Proszę się przygotować na poniedziałek, ale jeszcze zadzwonią do pana, bo nie wiem czy ten chłopiec nie umrze do poniedziałku" No, po prostu kolana się uginają! Ja też ciągle słyszę tekst. "Czy może pan przyjechać oddać płytki dla umierającego dziecka?" I najgorsze jest to, że ja się do tego już zaczynam przyzwyczajać! Wygląda na to, że oddajemy te płytki do przedłużenia życia/cierpienia dzieci chorych na białaczkę w szpitalu w Prokocimiu. Tak, to już w tym życiu jest. Ja oddaje płytki, a potem zabieram czekolady i idę sobie do cieplutkiego fotela przed TV zasiąść z ulubionym piwem w ręce. Zapominam prawie natychmiast, że ktoś tam umiera. Egoistyczna świnia ze mnie. Ale co więcej można zrobić? Ostatnio liczyłem ile już oddałem w przeliczeniu krwi. Okazuje się, że prawie 8 litrów. Chyba należy mi się już jakiś medal :( Chyba brązowy czy coś takiego, ale pieprzyć to!
Oczywiście nie odpuściłem sobie dziś i pobiegliśmy z Basią. Koło 18:00 zebrało mnie takie zmęczenie, że myślałem, że zasnę. Kupiłem sobie nawet piwo na dziś, ale nie wypiłem, bo po piwie zawsze mi się chce spać. Kupiłem sobie taką małą buteleczkę złotego bażanta. Wypiję ją przed samym snem. Mam dziś ochotę na piwo. Po biegu wróciło we mnie życie. Jutro muszę zawieźć Konrada znowu na zawody. Teraz jedzie do Katowic. W tamtym tygodniu był w Rzeszowie, zajął 46 czy 48 miejsce na prawie 90 osób. Połowa stawki, a były to dość prestiżowe zawody. jakoś do tej pory sobie w ogóle nie zdawałem sprawy z tego, że on już na poważnie się wspina. Miałem jutro jechać do tej jaskini. Nic z tego. Konrada zawożę na 12:00 jak wrócę, to już nie będzie sensu jechać. Może w niedzielę, choć miałem jechać do rodziców. Jeszcze zobaczymy.
Komentarze
A na pewno oprócz takich przypadków ostatecznych, Twoje płytki uratowały życie komuś, kto jest teraz zdrowy. Z 8 litrów to wiele osób skorzystało! :)